Biała suknia kaskadami opadała na
bordowy dywan, który rozpościerał się na ciemnobrązowych panelach. Blondynka
przeglądała się ostatni raz w lustrze, wygładzając dłonią dół swojej sukienki. Wyglądała
dokładnie tak jak wyobrażała ją sobie, będąc małą dziewczyną. Ciężko było jej pojąć,
że młoda kobieta, którą widzi przed sobą to jej odbicie. Jej mama stała przy
jej boku, poprawiając długi welon, wpięty w jej włosy. Spojrzała na odbicie
swojej córki.
-Wszystko w porządku? –
uśmiechnęła się do niej troskliwie a Charlotte odwzajemniła uśmiech.
Zmartwienie jakie malowało się na twarzy panny młodej było doskonale znane
starszej kobiecie. Po raz pierwszy odczuła to co odczuwała jej matka lata temu
wydając ją za mąż. W chwili gdy Charlie miała coś zyskać, ona miała utracić
najważniejszą osobę w swoim życiu. Blondynka odwróciła swoją twarz w
kierunku swojej mamy.
-Czuję się tak jakbym miała się
za chwilę rozchorować – kiwała szybko głową – nie wiem czy dobrze robię. Czuje
motylki, ale… - plątał jej się język.
-Spokojnie. Weź głęboki oddech – poleciła jej i pogłaskała jej zaróżowiony policzek. Gdy blondynka wciągnęła głęboki łyk powietrza, starsza kobieta poprosiła ją by zrobiła jeszcze raz to samo. Przymknęła oczy i cieszyła się tą chwilą jak tylko mogła. Za kilka minut jej córka będzie należała już do kogoś innego.
-Mogę? – usłyszały męski głos, który jak okazało się, należał do ojca Charlotte, który wyłonił się zza drzwi. W dłoni trzymał bukiet jej ulubionych kwiatów, przewiązanych białą wstążką – zapomniałaś o czymś – pomachał nimi delikatnie w górze i zamknął za sobą drzwi. Gdy wszedł do środka, musiał na chwilę przystanąć. Jego córka, jego mała córka, którą jeszcze niedawno uczył jeździć na rowerze, stała przed nim olśniewając swoim blaskiem.
-Coś się stało? – zapytała widząc
zmieszanie na twarzy taty. Jego oczy zaszkliły się a ona nie mogła się
powstrzymać i uroniła łzę.
-Hej, hej, hej! – zawołał i rzucił się w jej stronę, wyciągając z kieszeni chusteczkę – nie pozwól by godzina u wizażystki została zmarnowana – Charlotte zaśmiała się i gdy wytarła oczy, oddała mu chusteczkę.
-Zostawię was samych – rzuciła kobieta, która pożegnała córkę uściskiem – wyglądasz cudownie. Do zobaczenia za chwilę.
-Dziękuję mamo – westchnęła obserwując jak starsza kobieta wychodzi z pokoju.
-Wow. To właśnie ten moment.
-Moment? Jaki moment?
-Kiedy ojciec uświadamia sobie ile przegapił. Kiedy dociera do niego, że jego córka nie jest tym małym brzdącem, który biegał ze zdartymi kolanami – złapał ją za dłonie – wyrosłaś na piękną i dojrzałą kobietę.
-Tato proszę cię, bo będę musiała cię poprosić o zwrot chusteczki – rzuciła i oboje się zaśmiali. Wyrwała mu swoje dłonie i poprawiła błękitny krawat.
-Jestem z Ciebie taki dumny.
-Kocham Cię – odparła i rzuciła mu się na szyję.
-Ja Ciebie również. Ale wystarczy już tego dobrego – pocałował ją w czoło – nie pozwólmy by ten szczęściarz czekał na Ciebie ani sekundy dłużej. Czekał wystarczająco długo.
Mężczyzna podał córce bukiet
różowych piwonii i użyczył jej swoje ramię. Zanim wyszli na korytarz, wymienili
raz jeszcze spojrzenia. To był nowy początek dla każdego z nich. Charlotte była
gotowa na kolejny etap swojego życia.
-Gotowa? – zapytał i gdy blondynka
pokiwała głową ruszyli w głąb korytarza, z którego dobiegała melodia wygrywana
na organach kościelnych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz