poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Prolog

Biała suknia kaskadami opadała na bordowy dywan, który rozpościerał się na ciemnobrązowych panelach. Blondynka przeglądała się ostatni raz w lustrze, wygładzając dłonią dół swojej sukienki. Wyglądała dokładnie tak jak wyobrażała ją sobie, będąc małą dziewczyną. Ciężko było jej pojąć, że młoda kobieta, którą widzi przed sobą to jej odbicie. Jej mama stała przy jej boku, poprawiając długi welon, wpięty w jej włosy. Spojrzała na odbicie swojej córki.

-Wszystko w porządku? – uśmiechnęła się do niej troskliwie a Charlotte odwzajemniła uśmiech. Zmartwienie jakie malowało się na twarzy panny młodej było doskonale znane starszej kobiecie. Po raz pierwszy odczuła to co odczuwała jej matka lata temu wydając ją za mąż. W chwili gdy Charlie miała coś zyskać, ona miała utracić najważniejszą osobę w swoim życiu. Blondynka odwróciła swoją twarz w kierunku swojej mamy.

-Czuję się tak jakbym miała się za chwilę rozchorować – kiwała szybko głową – nie wiem czy dobrze robię. Czuje motylki, ale… - plątał jej się język.

-Spokojnie. Weź głęboki oddech – poleciła jej i pogłaskała jej zaróżowiony policzek. Gdy blondynka wciągnęła głęboki łyk powietrza, starsza kobieta poprosiła ją by zrobiła jeszcze raz to samo. Przymknęła oczy i cieszyła się tą chwilą jak tylko mogła. Za kilka minut jej córka będzie należała już do kogoś innego.

-Mogę? – usłyszały męski głos, który jak okazało się, należał do ojca Charlotte, który wyłonił się zza drzwi. W dłoni trzymał bukiet jej ulubionych kwiatów, przewiązanych białą wstążką – zapomniałaś o czymś – pomachał nimi delikatnie w górze i zamknął za sobą drzwi. Gdy wszedł do środka, musiał na chwilę przystanąć. Jego córka, jego mała córka, którą jeszcze niedawno uczył jeździć na rowerze, stała przed nim olśniewając swoim blaskiem.

-Coś się stało? – zapytała widząc zmieszanie na twarzy taty. Jego oczy zaszkliły się a ona nie mogła się powstrzymać i uroniła łzę.

-Hej, hej, hej! – zawołał i rzucił się w jej stronę, wyciągając z kieszeni chusteczkę – nie pozwól by godzina u wizażystki została zmarnowana – Charlotte zaśmiała się i gdy wytarła oczy, oddała mu chusteczkę.

-Zostawię was samych – rzuciła kobieta, która pożegnała córkę uściskiem – wyglądasz cudownie. Do zobaczenia za chwilę.

-Dziękuję mamo – westchnęła obserwując jak starsza kobieta wychodzi z pokoju.

-Wow. To właśnie ten moment.

-Moment? Jaki moment?

-Kiedy ojciec uświadamia sobie ile przegapił. Kiedy dociera do niego, że jego córka nie jest tym małym brzdącem, który biegał ze zdartymi kolanami – złapał ją za dłonie – wyrosłaś na piękną i dojrzałą kobietę.

-Tato proszę cię, bo będę musiała cię poprosić o zwrot chusteczki – rzuciła i oboje się zaśmiali. Wyrwała mu swoje dłonie i poprawiła błękitny krawat.

-Jestem z Ciebie taki dumny.

-Kocham Cię – odparła i rzuciła mu się na szyję.

-Ja Ciebie również. Ale wystarczy już tego dobrego – pocałował ją w czoło – nie pozwólmy by ten szczęściarz czekał na Ciebie ani sekundy dłużej. Czekał wystarczająco długo.

Mężczyzna podał córce bukiet różowych piwonii i użyczył jej swoje ramię. Zanim wyszli na korytarz, wymienili raz jeszcze spojrzenia. To był nowy początek dla każdego z nich. Charlotte była gotowa na kolejny etap swojego życia.

-Gotowa? – zapytał i gdy blondynka pokiwała głową ruszyli w głąb korytarza, z którego dobiegała melodia wygrywana na organach kościelnych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz