środa, 6 maja 2015

Louis (1)

> 1 <

Bycie najlepszym przyjacielem kogoś kogo kocha się całym sercem jest beznadziejne. Mimo że to uczucie wypełnia cię całego, powoduje, że twój szary dzień zamienia się w ten słoneczny, jednocześnie sprawia, że czujesz się jak ostatni frajer widząc jak ta osoba jest szczęśliwsza z kimś innym.

Ckliwe teksty z książek typu ‘zrobię wszystko by cię uszczęśliwić, nawet jeśli będzie to oznaczało usunięcie się w cień i patrzenie jak odchodzisz z innym’ należy wyrzucić do kosza. Potem należy spalić wszystkie książki i wymordować wszystkich ich autorów, którzy niby wiedzą lepiej jak to jest zmagać się ze złamanym sercem. Nie wiedzą nic o rzeczywistości.

Jeszcze trudniej jest dać komuś odejść, jeśli znało się tą osobę od przedszkola, spędzało z nią każdy dzień, było świadkiem jak przewraca się, robi z siebie pośmiewisko na oczach klasy i dorasta. Pamiętam gdy przyszła w niebieskich włosach do szkoły bo siostra wkurzała się na nią i postanowiła zemścić się, farbując jej w nocy włosy. Jaki idiota zrobił by to samo w szkolnej toalecie by nie było jej przykro? Ja.

Dlaczego akurat mi musiała przypaść rola świadka na jej ślubie?

‘Louis, Jason nie ma rodzeństwa i w związku z tym mamy do ciebie ogromną prośbę’ przypomniałem sobie jej słowa i to jak ściskała wtedy moją dłoń z tą jej nadzieją w oczach. Z tym blaskiem, który pojawiał się tylko wtedy gdy miała przy swoim boku Jasona. Na mnie nigdy nie spojrzała w ten sposób w jaki wpatrywała się w swojego przyszłego męża ‘czy zostaniesz jego drużbą?’

Zatkało mnie. Patrzyłem to na niego, to na nią zastanawiając się czy to nie za dużo. Jak mógłbym wytrzymać tyle godzin tortury oddając ją komuś innemu gdy nawet nie podjąłem się walki. Mógłbym teraz wstać, wykopać ich z mojego domu, mówiąc przy okazji jej o swoich uczuciach. A ona by odrzuciła Jasona, uświadamiając sobie, że przez te wszystkie lata kochała tylko mnie.

‘Oczywiście’ odpowiedziałem bez zająknięcia a Amelia rzuciła się na moją szyję dziękując mi. Objąłem ją ramionami i czując jej zapach odleciałem na kilka sekund.

Miłość to abstrakcja. To co czujemy i to kto nam się podoba bazuje wyłącznie na tym jak zostaliśmy wychowani. Wczesne lata naszego życia kształcą w nas już to co nam będzie podobało się w przyszłości. Nie każdy potrafi przystosować się do sytuacji, w której się znajduje i zmienić swój gust od tak. Ja stałem w tym samym miejscu co zawsze. Z boku, robiąc wszystko by Amelia była szczęśliwa.

‘To będzie twój wielki dzień. Zrobię wszystko byś była szczęśliwa’ dodałem patrząc na nią z nadzieją, że jej uśmiech, który pojawił się na jej ustach będzie choć trochę przypominał uśmiech jaki pojawia się
w jej oczach gdy patrzy na Jasona. Nic z tego.


Gdy oni cieszyli się swoim szczęściem ja stałem w deszczu. Moknąc, nie mogąc otworzyć parasola, który trzymałem w dłoni. ‘Ostatni raz cię uszczęśliwiam’ pomyślałem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz