> 2 <
‘Jeśli odezwie się raz jeszcze to
jak Boga kocham, wyjdę i mnie nie zobaczy’ pomyślałem zamykając oczy, starając
się ignorować komentowanie Perrie. Miałem po dziurki w nosie tego, że
przeganiała mnie z kąta w kąt w moim własnym mieszkaniu, próbując zaplanować mi
minutę po minucie. Nie mogła znieść, że nie pozwalałem się kontrolować. To było
moje życie i mogłem z nim zrobić co tylko mi się podobało.
‘Wyjdź na dwór. Chodźmy na
kolację. Spotkajmy się z moimi znajomymi w klubie’ naśladowałem cicho piskliwy
głos mojej narzeczonej, modląc się jednocześnie by nie usłyszała, że się z niej
śmieję. Miałbym wtedy ogromne kłopoty. W tej chwili, jedyne na czym skupiałem
wszystkie swoje myśli to moje łóżko.
‘Wcześniej chociaż wytwórnia
miała na ciebie wpływ. A teraz jedyne co robisz to śpisz i nie wychodzisz z
mieszkania. Albo malujesz jakieś…bazgroły na ścianach’ machała rękoma w górze.
‘To moje mieszkanie Perrie i będę
z nim robił co zechcę’ odpowiedziałem jej masując skronie palcami, zastanawiając
się kiedy zostawi mnie w spokoju. Całe szczęście, że JESZCZE nie mieszkaliśmy
razem ‘wytwórnia nie pomagała mi tylko mnie kontrolowała. Kontrolowała nawet to
w jakiś sposób oddychałem. A te bazgroły, jak je nazwałaś, kiedyś ci się
podobały’ przypomniałem jej. Jezu święty, jeśli ludzie zmieniają się po
zaręczynach, boję się co będzie z nami po ślubie.
Przełknąłem z trudem ślinę.
Miałem sucho w gardle. Wstałem więc do kuchni, gdzie wyciągnąłem z lodówki
butelkę zimnej wody. Wychodząc z pokoju o mało co nie przewróciłem się przez za
długie nogawki moich dresowych spodni. To było cudowne uczucie – móc wypić
zimną wodę i nie bać się, że któryś z kontrolujących mnie dupków dowie się jak
lodowata była woda.
‘Chcesz trochę?’ zapytałem
Perrie.
‘Zwariowałeś? Przecież wiesz, że
nie mogę pić czegoś tak zimnego’ westchnęła siadając przy wysepce w kuchni.
Zapomniałem, że ona nadal była pod skrzydłami tych egoistycznych dupków.
‘Jak chcesz’ wzruszyłem
ramionami.
‘Naprawdę Zayn, nie wiem co się z
tobą dzieje. Zmieniłeś się.’
‘A nie wpadłaś może na to, że w
końcu jestem sobą? Mam dosyć udawania kogoś kim nie jestem. Powinnaś to
zrozumieć już w chwili naszej rozmowy, że coś się zmieni.’
‘Zachowujesz się jak pajac.
Wkurzasz mnie swoim nic nie robieniem. Nie możesz siedzieć sam zamknięty w
czterech ścianach. Nie rozumiesz…’ namacalne wręcz było to jak łamie się jej
głos. Miała moją całą uwagę gdy podszedłem do niej i mocno ją objąłem ‘ja się
po prostu boję. Boję się, że znowu wpadniesz w depresję. Że znowu zachorujesz’ dodała
i spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczami, które teraz szkliły się. Nie
chciałem by płakała. Nie z tego powodu.
‘Per’ westchnąłem, przytulając ją
mocniej ‘przecież wiesz, że już wszystko ok ze mną. Jestem zdrowy. Nie widzisz,
że przytyłem?’ uśmiechnąłem się uderzając się w brzuch.
‘Robi się z ciebie misiek.’
‘Daleko mi do miśka’ warknąłem a
blondynka zaśmiała się. To właśnie chciałem usłyszeć ‘nie wiem jak mam cię
przekonać do tego, że to była najlepsza decyzja jaką mogę podjąć. Chcę być
zwyczajnym nastolatkiem.’
‘Masz ponad 20 lat. Ten czas już
dawno przeminął.’
‘Hmm, więc twierdzisz, że jestem
stary?’ podniosłem brew i wydymałem usta. Perrie wybuchła głośno śmiechem i
pocałowała mnie.
‘Masz jakieś plany na wieczór?’
słońce szybko przegnało burzowe chmury z naszego nieba.
‘Tak się składa, że mam.’
Kiwnąłem głową. Perrie czekała na wytłumaczenie. Była chyba mile zaskoczona
’rozmawiałem wczoraj z Liamem. Umówiliśmy się z Louisem na piwo. Pogramy w
bilard i trochę pogadamy. Dawno się nie widzieliśmy.’
‘A Harry? Odzywał się?’
‘Chyba mu jeszcze nie przeszło’
wzruszyłem ramionami ‘przestałem do niego dzwonić.’
‘Daj mu trochę więcej czasu.’
'Taki mam zamiar' pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się 'a teraz. Idziesz ze mną pod prysznic?' zaproponowałem kierując się do łazienki, zdejmując po drodze koszulkę, którą rzuciłem na panele.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz