piątek, 8 maja 2015

Charlotte (3)

‘Charlie gdzie jesteś?’ usłyszałam głos mamy z dołu gdy siedziałam na panelach w gabinecie taty szukając swoich pędzelków. Chciałam dokończyć rysunek na konkurs a bez nich, to było niemożliwe ‘podgrzewam zupę’ dodała.

Uwielbiałam siedzieć w pokoju mojego taty. Był przestronny, świetnie urządzony i przede wszystkim cichy. Dlatego gdy miałam problem by skupić się, gdy uczyłam się na egzaminy, zabierałam ze sobą wszystko co tylko mogłam i przesiadywałam w nim godzinami. Działałam tym mu czasami na nerwy, ale wiedziałam, że nigdy nie wkurzał się na serio. Ulubiona czekolada, którą mu wtedy przynosiłam, była lekiem na każdą złość.

‘Mamo mówiłam ci, że nie jestem w tej chwili głodna’ warknęłam przeszukując kolejne szuflady zagraconej komody z ciemnego drewna ‘swoją drogą, tata już dawno powinien tu sprzątnąć’ westchnęłam pod nosem. Zadziwiające było to, że mama z nami wytrzymywała. Talent do robienia bałaganu zdecydowanie odziedziczyłam po nim a ona wręcz czasami miewała ataki pedantki, która przynajmniej raz na miesiąc się w niej budził. Jeśli jeszcze w tym czasie miała ‘te’ dni... Tak. Nie byłam przekonana w jaki sposób wytrzymywali ze sobą. Musieli się kochać ponad życie.

‘Nie obchodzi mnie to. Nie będę podgrzewała jej sto razy. Chodź, zjesz i posprzątam kuchnię a ty wrócisz do swoich zajęć. Za godzinę muszę wyjść’. Jak co tydzień, w czwartek, mama była umówiona na plotki z najlepszą przyjaciółką.

‘Dobrze, zejdę za pięć minut, zjem zupę i posprzątam wszystko. Idź się szykować.’ odparłam. Moja mama i jej talent do wmuszania jedzenia. Będzie dobrą babcią.

Nareszcie znalazłam swoje zguby, które pochwyciłam w dłonie i niemal wycałowałam. Dałam za nie kupę pieniędzy i nie wyobrażałam sobie by od tak się ich pozbyć.

‘To był ostatni raz’ zapewniłam je i już miałam zamknąć szufladę, gdy mój wzrok przykuł plik dokumentów, które znajdowały się w małej przezroczystej teczce. Wyciągnęłam ją z szafki i zanim przyjrzałam się dokładnie temu co miałam w swoich dłoniach, usiadłam na bujanym fotelu taty, podciągając do siebie kolana. Bujając się delikatnie, wczytywałam się w akt urodzenia, który trzymałam w drżących dłoniach.

‘Czy ja byłam chłopcem?!’ wpadłam w panikę robiąc duże oczy. To był chyba jakiś żart. Na dokumencie wpisane było męskie imię. Jednak nazwisko się zgadzało. Szybko wyszukałam daty ‘nie, nie zgadza się’ dodałam. Zgodnie z liczbami, akt musiał być o rok starszy od mojego aktu. Zmarszczyłam czoło. Po co moim rodzicom akt urodzenia jakiegoś tam mojego kuzyna, o istnieniu którego nawet nie miałam pojęcia? W moim rozumowaniu to był zwyczajny śmieć, który należało spalić. Akt urodzenia kuzyna…

Chcąc dowiedzieć się więcej, otworzyłam teczkę a plik dokumentów wysypał się na podłogę. Warcząc pod nosem, zeskoczyłam z fotela i siadając na miękkim, beżowym dywanie zabrałam się za zbieranie ich. Przyglądałam się uważnie każdej kartce, która wpadła w moje dłonie.

Przeplatało się wszystko. Akt urodzenia był niczym w porównaniu do dokumentów adopcyjnych, wniosków o przydział jakiegoś mieszkania socjalnego. Nie mówiąc już o zaświadczeniach o opuszczeniu kraju. Nie rozumiałam połowy tego co czytałam. Połowa dokumentów została sporządzona w języku niemieckim. Mimo iż mieszkałam W Niemczech parę ładnych lat, nie potrafiłam odczytać o co chodziło. Intuicja mi podpowiadała, że trafiłam na coś, czego nie powinnam znaleźć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam takie ukłucie żołądka. Od tej chwili wiedziałam, że moje życie nie będzie już takie samo.

‘O mój boże! Mam starszego brata!’

<><><> 

‘Wszystko w porządku?’ usłyszałam cichy szept Niall’a na twarzy, którego malował się niepokój ‘jeśli nie chcesz ich poznać, to nie ma sprawy. Zamiast tego możemy iść do kina tak jak zaplanowałaś.’

‘Co? Nie. Wybacz. Zamyśliłam się trochę’ westchnęłam patrząc w jego niebieskie oczy, które mnie uspokoiły ‘przypomniałam sobie jak dowiedziałam się o tobie’ wytłumaczyłam mu a na moich ustach wpełzł grymas. Bardzo zależało mu na tym by poznać jego przyjaciół.

‘Ładniej ci jak się uśmiechasz’ cmoknął mrużąc oczy i czekając aż to zrobię. Nie mogłam się powstrzymać i widząc jego minę, zaśmiałam się, przechylając na bok głowę ‘znacznie lepiej.’

‘Obym tego nie żałowała.’

‘Nie ma mowy. Pokochają cię tak jak ja’ odparł obejmując mnie ramieniem, dodając mi tym samym siły. Nie byłam za dobra w kontaktach międzyludzkich. Chloe była moją jedyną przyjaciółką a poznałyśmy się przypadkowo w podstawówce gdy Głupek Jimmy pocałował ją a potem mnie na swoich urodzinach. Przyjęcie skończyło się w momencie gdy razem rzuciłyśmy w niego niebieskim tortem. Miałyśmy niemałe kłopoty, ale było warto. Od tego momentu byłyśmy nierozłączne.

Mój starszy brat, otworzył drzwi ogromnej garderoby, w której, na olbrzymiej kanapie, siedziała trójka chłopców. Co ja gadam. Mężczyzn. Każdy był ubrany inaczej, każdy z nich wyglądał inaczej, ale wszyscy byli tak samo przystojni. Nie wiedziałam na którego patrzeć. Moją uwagę przyciągnął jednak brunet, który pierwszy podniósł się z kanapy i podszedł do mnie z szczerym uśmiechem.

‘A więc to o ciebie cała ta afera’ uśmiechnął się do mnie jeszcze szerzej, odsłaniając rząd białych zębów ‘Liam’ dodał i podał mi rękę na przywitanie.

‘Charlotte, to znaczy Charlie’ poprawiłam się. Charlotte było zarezerwowane dla moich rodziców gdy wyjątkowo nabroiłam. Zrobiło mi się cieplej, to tylko kwestia kiedy moje policzki będą czerwone. Nigdy nie potrafiłam nad tym zaplanować ‘miło was poznać.’

‘Rodzina Nialla jest naszą rodziną’ mówił inny, nieco wyższy od mnie zielonooki brunet ‘jestem Louis’. Kilkudniowy zarost na jego twarzy postarzał go sugerując mi, że może być najmłodszy z całego towarzystwa a zapuszczał zarost tylko by dorównać kolegom. Moja wiedza o zespole, w którym śpiewał Niall sprowadzała się do tego, że wiedziałam ile osób w nim jest. No i to, że jakiś Zayn niedawno go opuścił.


‘Charlie’ powtórzyłam swoje imię. Atmosfera robiła się coraz swobodniejsza a ja z sekundy na sekundę stresowałam się coraz mniej. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że, jak później się przedstawił, Harry, niezainteresowany tym co się dzieje, mając w nosie spojrzenia wszystkich ludzi przebywających w tym samym pokoju co on, siedział dalej wygodnie na kanapie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz