‘Charlie gdzie jesteś?’
usłyszałam głos mamy z dołu gdy siedziałam na panelach w gabinecie taty
szukając swoich pędzelków. Chciałam dokończyć rysunek na konkurs a bez nich, to
było niemożliwe ‘podgrzewam zupę’ dodała.
Uwielbiałam siedzieć w pokoju
mojego taty. Był przestronny, świetnie urządzony i przede wszystkim cichy.
Dlatego gdy miałam problem by skupić się, gdy uczyłam się na egzaminy,
zabierałam ze sobą wszystko co tylko mogłam i przesiadywałam w nim godzinami.
Działałam tym mu czasami na nerwy, ale wiedziałam, że nigdy nie wkurzał się na
serio. Ulubiona czekolada, którą mu wtedy przynosiłam, była lekiem na każdą
złość.
‘Mamo mówiłam ci, że nie jestem w
tej chwili głodna’ warknęłam przeszukując kolejne szuflady zagraconej komody z
ciemnego drewna ‘swoją drogą, tata już dawno powinien tu sprzątnąć’ westchnęłam
pod nosem. Zadziwiające było to, że mama z nami wytrzymywała. Talent do
robienia bałaganu zdecydowanie odziedziczyłam po nim a ona wręcz czasami miewała
ataki pedantki, która przynajmniej raz na miesiąc się w niej budził. Jeśli
jeszcze w tym czasie miała ‘te’ dni... Tak. Nie byłam przekonana w jaki sposób wytrzymywali
ze sobą. Musieli się kochać ponad życie.
‘Nie obchodzi mnie to. Nie będę
podgrzewała jej sto razy. Chodź, zjesz i posprzątam kuchnię a ty wrócisz do
swoich zajęć. Za godzinę muszę wyjść’. Jak co tydzień, w czwartek, mama była
umówiona na plotki z najlepszą przyjaciółką.
‘Dobrze, zejdę za pięć minut,
zjem zupę i posprzątam wszystko. Idź się szykować.’ odparłam. Moja mama i jej
talent do wmuszania jedzenia. Będzie dobrą babcią.
Nareszcie znalazłam swoje zguby,
które pochwyciłam w dłonie i niemal wycałowałam. Dałam za nie kupę pieniędzy i
nie wyobrażałam sobie by od tak się ich pozbyć.
‘To był ostatni raz’ zapewniłam
je i już miałam zamknąć szufladę, gdy mój wzrok przykuł plik dokumentów, które
znajdowały się w małej przezroczystej teczce. Wyciągnęłam ją z szafki i zanim
przyjrzałam się dokładnie temu co miałam w swoich dłoniach, usiadłam na bujanym
fotelu taty, podciągając do siebie kolana. Bujając się delikatnie, wczytywałam
się w akt urodzenia, który trzymałam w drżących dłoniach.
‘Czy ja byłam chłopcem?!’ wpadłam
w panikę robiąc duże oczy. To był chyba jakiś żart. Na dokumencie wpisane było
męskie imię. Jednak nazwisko się zgadzało. Szybko wyszukałam daty ‘nie, nie
zgadza się’ dodałam. Zgodnie z liczbami, akt musiał być o rok starszy od mojego
aktu. Zmarszczyłam czoło. Po co moim rodzicom akt urodzenia jakiegoś tam mojego
kuzyna, o istnieniu którego nawet nie miałam pojęcia? W moim rozumowaniu to był
zwyczajny śmieć, który należało spalić. Akt urodzenia kuzyna…
Chcąc dowiedzieć się więcej,
otworzyłam teczkę a plik dokumentów wysypał się na podłogę. Warcząc pod nosem,
zeskoczyłam z fotela i siadając na miękkim, beżowym dywanie zabrałam się za
zbieranie ich. Przyglądałam się uważnie każdej kartce, która wpadła w moje
dłonie.
Przeplatało się wszystko. Akt
urodzenia był niczym w porównaniu do dokumentów adopcyjnych, wniosków o
przydział jakiegoś mieszkania socjalnego. Nie mówiąc już o zaświadczeniach o
opuszczeniu kraju. Nie rozumiałam połowy tego co czytałam. Połowa dokumentów
została sporządzona w języku niemieckim. Mimo iż mieszkałam W Niemczech parę
ładnych lat, nie potrafiłam odczytać o co chodziło. Intuicja mi podpowiadała,
że trafiłam na coś, czego nie powinnam znaleźć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz
czułam takie ukłucie żołądka. Od tej chwili wiedziałam, że moje życie nie
będzie już takie samo.
‘O mój boże! Mam starszego
brata!’
<><><>
‘Wszystko w porządku?’ usłyszałam
cichy szept Niall’a na twarzy, którego malował się niepokój ‘jeśli nie chcesz
ich poznać, to nie ma sprawy. Zamiast tego możemy iść do kina tak jak
zaplanowałaś.’
‘Co? Nie. Wybacz. Zamyśliłam się
trochę’ westchnęłam patrząc w jego niebieskie oczy, które mnie uspokoiły
‘przypomniałam sobie jak dowiedziałam się o tobie’ wytłumaczyłam mu a na moich
ustach wpełzł grymas. Bardzo zależało mu na tym by poznać jego przyjaciół.
‘Ładniej ci jak się uśmiechasz’
cmoknął mrużąc oczy i czekając aż to zrobię. Nie mogłam się powstrzymać i
widząc jego minę, zaśmiałam się, przechylając na bok głowę ‘znacznie lepiej.’
‘Obym tego nie żałowała.’
‘Nie ma mowy. Pokochają cię tak
jak ja’ odparł obejmując mnie ramieniem, dodając mi tym samym siły. Nie byłam
za dobra w kontaktach międzyludzkich. Chloe była moją jedyną przyjaciółką a poznałyśmy się przypadkowo w podstawówce gdy Głupek Jimmy pocałował ją a
potem mnie na swoich urodzinach. Przyjęcie skończyło się w momencie gdy razem
rzuciłyśmy w niego niebieskim tortem. Miałyśmy niemałe kłopoty, ale było warto.
Od tego momentu byłyśmy nierozłączne.
Mój starszy brat, otworzył drzwi
ogromnej garderoby, w której, na olbrzymiej kanapie, siedziała trójka chłopców.
Co ja gadam. Mężczyzn. Każdy był ubrany inaczej, każdy z nich wyglądał inaczej,
ale wszyscy byli tak samo przystojni. Nie wiedziałam na którego patrzeć. Moją
uwagę przyciągnął jednak brunet, który pierwszy podniósł się z kanapy i
podszedł do mnie z szczerym uśmiechem.
‘A więc to o ciebie cała ta
afera’ uśmiechnął się do mnie jeszcze szerzej, odsłaniając rząd białych zębów ‘Liam’ dodał i podał mi rękę na przywitanie.
‘Charlotte, to znaczy Charlie’
poprawiłam się. Charlotte było zarezerwowane dla moich rodziców gdy wyjątkowo
nabroiłam. Zrobiło mi się cieplej, to tylko kwestia kiedy moje policzki będą
czerwone. Nigdy nie potrafiłam nad tym zaplanować ‘miło was poznać.’
‘Rodzina Nialla jest naszą
rodziną’ mówił inny, nieco wyższy od mnie zielonooki brunet ‘jestem Louis’. Kilkudniowy
zarost na jego twarzy postarzał go sugerując mi, że może być najmłodszy z
całego towarzystwa a zapuszczał zarost tylko by dorównać kolegom. Moja wiedza o
zespole, w którym śpiewał Niall sprowadzała się do tego, że wiedziałam ile osób
w nim jest. No i to, że jakiś Zayn niedawno go opuścił.
‘Charlie’ powtórzyłam swoje imię.
Atmosfera robiła się coraz swobodniejsza a ja z sekundy na sekundę stresowałam
się coraz mniej. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że, jak później się
przedstawił, Harry, niezainteresowany tym co się dzieje, mając w nosie
spojrzenia wszystkich ludzi przebywających w tym samym pokoju co on, siedział
dalej wygodnie na kanapie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz