piątek, 8 maja 2015

Charlotte (1)

> 1 <
Wybiegłam z domu zabierając ze sobą tylko kurtkę. Trzasnęłam drzwiami i bliska płaczu krzyknęłam najgłośniej jak tylko się dało. Poczułam wolność, którą pamiętałam przez ostatnie tygodnie tylko ze snów. Moja cierpliwość skończyła się w momencie gdy rodzice po raz kolejny mnie okłamali. Prosto w twarz. Nawet bez mrugnięcia brewką. Zimne powietrze wypełniło moje płuca. Przymknęłam oczy i czerpałam przyjemność z płatków śniegu, które opadając delikatnie na moją twarz, łagodziły ból porażki, którą poniosłam w kwestii spokojnej rozmowy z nimi.

‘Jaki jest sens ciągnąć to dalej skoro wiem jaka jest prawda?’ powiedziałam myśląc o tym jak bardzo irracjonalne było ich zachowanie ‘doskonale wiecie, że krzywdzicie nie tylko siebie, ale i mnie!’

‘Zadufani w sobie kretyni. Manipulatorzy! Co oni sobie myślą? Mam na czole napisane, że jestem aż taką idiotką?’ rzucałam oblegi w trakcie mojej krótkiej przechadzki do furtki. Szukałam po kieszeniach kluczy i portfela jednak nie zabrałam ani tego ani tego. Cieszyłam się jednak z faktu, że chociaż pamiętałam o telefonie. Wyciągnęłam go z kieszeni szarych jeansów i wybrałam szybko numer, który zapisałam poprzedniej nocy. Nie spodziewałam się, że dojdzie do tego iż zdecyduję się wynająć prywatnego detektywa. Skoro rodzice nie chcieli się do niczego przyznać…musiałam dowiedzieć się prawdy sama.

‘Mam starszego brata’ westchnęłam na głos, próbując raz po raz tych kompletnie nowych słów. Złapałam się na tym, że wypowiedziałam je po raz pierwszy na głos. Ta myśl wędrowała mi w głowie od kilku dni, jednak to była tylko myśl. Słowa wypowiedziane przeze mnie, dotarły do mnie obijając mi oba policzki. Czułam coś czego nie czułam jeszcze nigdy w swoim przeszło 20-letnim życiu.

Przystanęłam przy płocie i obserwując spokojną okolicę, oparłam swoje dłonie o uda. Przez chwilę miałam problem z tym by złapać oddech. Cała ta chora sytuacja stresowała mnie do tego stopnia, że przestałam jeść. Zazwyczaj zżeram stres, będąc później zmuszona do zrzucenia paru dodatkowych kilogramów. Tym razem nie byłam wstanie jeść i spać. Podobnie czułam się tylko wtedy kiedy zakochałam się w Jaredzie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że cała ta afera pozwoliła mi o nim nie myśleć. Nie śniłam koszmarów, nie bolało mnie serce. Nie śledziłam jak psychicznie chora jego poczynań w Londynie, do którego wyprowadził się dwa miesiące temu. Mimo przeprowadzki i zniknięcia z mojego życia, nadal go kochałam. On jednak nigdy nie odwzajemniał moich uczuć. To nigdy się nie zmieni…

Podjęłam jeszcze jedną, ostatnią próbę uspokojenia rozkołatanych nerwów. Prędzej czy później i tak poprosiłabym obcego faceta o pomoc, wydając na jego usługi prawie wszystkie pieniądze, które zaoszczędziłam na wycieczkę do Stanów. Nici z wymarzonych wakacji.

To było dość śmieszne. Miałam starszego brata, który wychowywał się prawie pod moim nosem. Gdy ja mieszkałam z rodzicami w Loxley, niedaleko Sheffield, on wychowywał się w Mullingar w Irlandii. Dodatkowo był gwiazdką jakiegoś durnego boysbandu! To nadawałoby się tylko i wyłącznie na scenariusz jakiegoś głupkowatego amerykańskiego filmu. Boże, mój brat był muzykiem! Rozumiem, gdyby grał coś ambitnego, ale…pop? Jego zespół kojarzyłam tylko z głupkowatego skakania po scenie i ckliwych miłosnych ballad, łapiących za serca zakochane małolaty.

‘Halo? Jest tam ktoś?’ usłyszałam męski głos, który przywołał mnie na ziemię. Musiałam na chwilę odlecieć.


‘Przepraszam…zamyśliłam się.’ pokręciłam szybko głową ‘Znalazłam pana numer na stronie internetowej. Jestem Charlotte,’ przedstawiłam się ‘sądzę, że może mi pan pomóc w pewnej sprawie’ westchnęłam odwracając się w kierunku mojego domu, gdzie w salonie mama właśnie zapaliła lampkę, ocierając łzę z policzka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz