piątek, 8 maja 2015

Cover up.

perspektywa Charlotte

‘Dave napisał. Mamy zbierać tyłki i wyjść na halę’ rzucił Harry podnosząc się z kanapy. Przeciągnął się i przeczesał palcami swoje kręcone, brązowe włosy, które dawno nie widziały fryzjera. Cud, że kosmyki nie zahaczyły się o pierścionki, które nosił. Nawet moja przyjaciółka nosiła mniej biżuterii. Perłowo biały krzyż wisiał na jego szyi, kończąc się w miejscu, gdzie guziki czarnej koszuli powinny być zapięte. Nie przepadałam za modą traktowania różańca jako dodatek.

Miałam tylko chwile by mu się przyjrzeć, zanim wydukał do mnie, jakby od niechcenia, krótkie ‘cześć’ i wyszedł z pomieszczenia. Był typem tego niegrzecznego chłopca, który był w każdym boybandzie. Tajemniczy chłopak, który swoim przesłodzonym spojrzeniem miał za zadanie rozkochać w sobie wszystkie fanki. Zmieszana, spojrzałam to na Nialla to na Liama, czując się jakbym zrobiła coś niedorzecznego. Jakby to była moja wina, że ten dupek się nawet nie przedstawił. Wiedziałam kim jest, ale istniało coś takiego jak dobre wychowanie.

‘Nie przejmuj się nim’ odparł blondyn widząc grymas na mojej twarzy ‘było lepiej niż się spodziewałem. Przynajmniej nie wybuchłaś płaczem.’

‘Doprowadził kogoś do płaczu?’ zapytałam robiąc duże oczy, wychodząc z garderoby tuż za Louisem.

‘I to nie raz’ odparł Liam, obok którego szłam ‘jest najmłodszy, ale czasami mam wrażenie, że zatrzymał się na etapie przedszkola. Gdy będziesz miał z nim jakiś problem daj mi znać, ustawię go do pionu’ uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam się tym samym gestem. Liam wydawał się naprawdę przemiły. Moje pierwsze wrażenie o kimś rzadko się zmieniało. Odwróciłam się tylko na chwilę by upewnić się, że mam obok siebie Nialla.

‘Dokąd teraz idziemy?’ zapytałam swojego brata, któremu zrobiłam miejsce między mną i Liamem. Byłam ciekawa gdzie kończył się ciemny korytarz.

‘Tutaj!’ zawołał gdy weszliśmy na ogromną salę i podskoczył wymachując rękoma dokoła siebie. Wielkość stadionu, na którym mieli zagrać dzisiejszego wieczoru zaskoczyła mnie do tego stopnia, że jedyne na co było mnie stać to przekleństwo.

‘O ja pi…’ rzuciłam i wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Spojrzałam na Harrego łapiąc go na tym, że mi się przygląda. Jako jedyny się nie zaśmiał. Zmarszczył czoło i ruszył w kierunku ekipy techników, która kończyła rozkładać na scenie sprzęt. Chyba się nie polubimy.

Przed sceną stały rzędy krzesełek, ogrodzonych metalowymi barierkami, których nie potrafiłam zliczyć. Nie próbowałam nawet. Ruszyłam przed siebie by móc dokładniej rozejrzeć się po terenie. Puste trybuny pomieszczą za kilka godzin tysiące fanek, którzy przyjdą na koncert z rodzicami lub przyjaciółmi. Większość z nich będzie tu pewnie po raz pierwsze, ale wiedziałam, że każda fanka, która się tutaj znajdzie dzisiejszego wieczoru, złapie koncertowego bakcyla. Ja też tak miałam kilka lat temu. Dałabym się pokroić za możliwość zobaczenia swojego ulubionego zespołu w każdym miejscu na świecie.

‘Robi wrażenie’ odparłam do Nialla, który podchodził do mnie z mikrofonem ‘często gracie na tak dużych obiektach?’

‘Aha. Dziwi mnie, że scena jest taka mała. Byłaś kiedykolwiek na naszym koncercie?’ zapytał. Chyba rozmawialiśmy o jego pracy po raz pierwszy. Wiedzieliśmy o sobie od kilku tygodni, jednak do tej pory Niall chyba bał się opowiadać o swoich osiągnięciach. Wspominał o zespole, znałam go z okładek plotkarskich blogów, ale nie mówił za dużo o podróżach. Zresztą, nie ważne było czym się zajmował. Chciałam wiedzieć o nim wszystko.

‘Nie’ pomachałam przeczącą głową i zaśmiałam się ‘ale zdążyłam się zapoznać z tym co gracie’ dodałam szybko.

‘Wiedziałem.’

‘No co? Chyba nie spodziewałeś się, że będę siedziała bezczynnie gdy mój starszy brat gra w sławnym na całym świecie zespole. Ale nie podniecaj się’ uprzedziłam go ‘nie słuchałam wszystkiego. Głównie piosenki, do których macie teledyski.’

‘To i tak coś. Jakaś ulubiona?’

‘Eee…w sumie to zależy od nastroju, ale chyba Midnight Memories?’ powiedziałam po chwili. Nigdy nie lubiłam wybierać jednej jedynej piosenki, gdy podobało mi się prawie wszystko. Nie lubię się ograniczać. Nie lubię jak ktoś lub coś mnie ogranicza ‘powiedziałam coś złego?’

‘Nie. Wręcz przeciwnie. Fanki zazwyczaj mówią Story of my life.’

‘Pamiętaj, że ja nie jestem waszą fanką’ szepnęłam tak jakby to była najpilniej strzeżona na świecie tajemnica.

‘Jeszcze nie.’

‘Ok. Spadaj na scenę’ popchnęłam go przed siebie widząc, że reszta zespołu wchodzi na zamontowany parkiet.

‘Usiądź gdzie chcesz’ wołał biegnąc w stronę kulis ‘możesz iść nawet na trybuny’ odwrócił się na chwilę przez co nie zauważył stolika z napojami, na który oczywiście wpadł. Liam śmiał się najgłośniej. Szczerząc się do niego, wybrałam krzesełko, które stało w trzecim rzędzie by mieć najlepszy widok na całą czwórkę. Pierwszy raz miałam możliwość obserwowania próby zespołu, będąc jednocześnie jedyną osobą z publiki.

‘Zawsze to robi’ powiedział przez mikrofon sprawdzając jednocześnie czy działa ‘dobrze, od czego zaczynamy?’

‘Zaśpiewajmy coś z ostatniej płyty’ usłyszałam głos mojego brata, który już po chwili krążył wokół przyjaciół ‘Charlie nic nie zna więc możemy jej coś zaśpiewać.’

‘Dobry pomysł Niall’ rzucił Liam i spojrzał w moim kierunku. Wyciągnęłam na chwilę telefon z kieszeni chcąc zrobić zdjęcie i wysłać je do Chloe. Miałam ochotę trochę ją podenerwować. Uwielbiała One Direction. Już wyobrażałam sobie jej minę pstrykając fotkę, gdy usłyszałam w głośnikach głos Harrego, który odbijał się echem w mojej głowie.

‘Czy ona będzie na każdej naszej próbie?’ zapytał przysiadając na krawędzi sceny, patrząc niemal z wyrzutem na mojego brata. Brakowało jeszcze tego by wskazał na mnie palcem. Jak na jakąś rzecz. Czułam, że miał mnie za intruza już w momencie gdy weszłam do garderoby, ale nie spodziewałam się, że jest aż taki bezpośredni i bezczelny ‘śpiewajmy cokolwiek a nie bawmy się w zgadywanki co twoja siostra chciałaby usłyszeć….’

‘No to wybierz coś zamiast marudzić jak małe dziecko’ nie mogłam powstrzymać się i odpowiedziałam głośno. Nie on jeden potrafił być pyskaty. Wiem, powinnam ugryźć się w język, nie wypadało mi mówić czegoś takiego, ale nie pozwolę by jakiś zakochany w sobie kretyn traktował mnie w taki sposób. To co powiedziałam przyciągnęło jego wzrok tak jakby czekał na to bym dokończyła. Może spodziewał się, że zamiast bronić się sama, będę czekała aż Niall coś odpowie ‘siedzisz bezczynnie więc może sam coś zaproponuj. To twoja rola by skakać po scenie.’

‘Akurat ty nie masz najmniejszego prawa mówić mi co mam robić’ odparł wolniej, podnosząc się, cały czas patrząc w moim kierunku ‘zaśpiewajmy Clouds’ westchnął i odwrócił się ode mnie. Strasznie się garbił. Przewróciłam oczami, uświadamiając sobie właśnie, że poznając życie Nialla, muszę zgodzić się na cały pakiet, w który niestety wchodził ten dupek. Chwyciłam ponownie za telefon i zanim chłopcy zaczęli śpiewać, wysłałam wiadomość do przyjaciółki.


‘Co za dupek’ westchnęłam pisząc to samo pod kilkoma zdjęciami, które zdążyłam zrobić. Odłożyłam telefon, skupiając się w stu procentach na tym co śpiewali. Słysząc pierwsze nutki melodii piosenki, żałowałam, że znałam tak mało piosenek. 

Charlotte (3)

‘Charlie gdzie jesteś?’ usłyszałam głos mamy z dołu gdy siedziałam na panelach w gabinecie taty szukając swoich pędzelków. Chciałam dokończyć rysunek na konkurs a bez nich, to było niemożliwe ‘podgrzewam zupę’ dodała.

Uwielbiałam siedzieć w pokoju mojego taty. Był przestronny, świetnie urządzony i przede wszystkim cichy. Dlatego gdy miałam problem by skupić się, gdy uczyłam się na egzaminy, zabierałam ze sobą wszystko co tylko mogłam i przesiadywałam w nim godzinami. Działałam tym mu czasami na nerwy, ale wiedziałam, że nigdy nie wkurzał się na serio. Ulubiona czekolada, którą mu wtedy przynosiłam, była lekiem na każdą złość.

‘Mamo mówiłam ci, że nie jestem w tej chwili głodna’ warknęłam przeszukując kolejne szuflady zagraconej komody z ciemnego drewna ‘swoją drogą, tata już dawno powinien tu sprzątnąć’ westchnęłam pod nosem. Zadziwiające było to, że mama z nami wytrzymywała. Talent do robienia bałaganu zdecydowanie odziedziczyłam po nim a ona wręcz czasami miewała ataki pedantki, która przynajmniej raz na miesiąc się w niej budził. Jeśli jeszcze w tym czasie miała ‘te’ dni... Tak. Nie byłam przekonana w jaki sposób wytrzymywali ze sobą. Musieli się kochać ponad życie.

‘Nie obchodzi mnie to. Nie będę podgrzewała jej sto razy. Chodź, zjesz i posprzątam kuchnię a ty wrócisz do swoich zajęć. Za godzinę muszę wyjść’. Jak co tydzień, w czwartek, mama była umówiona na plotki z najlepszą przyjaciółką.

‘Dobrze, zejdę za pięć minut, zjem zupę i posprzątam wszystko. Idź się szykować.’ odparłam. Moja mama i jej talent do wmuszania jedzenia. Będzie dobrą babcią.

Nareszcie znalazłam swoje zguby, które pochwyciłam w dłonie i niemal wycałowałam. Dałam za nie kupę pieniędzy i nie wyobrażałam sobie by od tak się ich pozbyć.

‘To był ostatni raz’ zapewniłam je i już miałam zamknąć szufladę, gdy mój wzrok przykuł plik dokumentów, które znajdowały się w małej przezroczystej teczce. Wyciągnęłam ją z szafki i zanim przyjrzałam się dokładnie temu co miałam w swoich dłoniach, usiadłam na bujanym fotelu taty, podciągając do siebie kolana. Bujając się delikatnie, wczytywałam się w akt urodzenia, który trzymałam w drżących dłoniach.

‘Czy ja byłam chłopcem?!’ wpadłam w panikę robiąc duże oczy. To był chyba jakiś żart. Na dokumencie wpisane było męskie imię. Jednak nazwisko się zgadzało. Szybko wyszukałam daty ‘nie, nie zgadza się’ dodałam. Zgodnie z liczbami, akt musiał być o rok starszy od mojego aktu. Zmarszczyłam czoło. Po co moim rodzicom akt urodzenia jakiegoś tam mojego kuzyna, o istnieniu którego nawet nie miałam pojęcia? W moim rozumowaniu to był zwyczajny śmieć, który należało spalić. Akt urodzenia kuzyna…

Chcąc dowiedzieć się więcej, otworzyłam teczkę a plik dokumentów wysypał się na podłogę. Warcząc pod nosem, zeskoczyłam z fotela i siadając na miękkim, beżowym dywanie zabrałam się za zbieranie ich. Przyglądałam się uważnie każdej kartce, która wpadła w moje dłonie.

Przeplatało się wszystko. Akt urodzenia był niczym w porównaniu do dokumentów adopcyjnych, wniosków o przydział jakiegoś mieszkania socjalnego. Nie mówiąc już o zaświadczeniach o opuszczeniu kraju. Nie rozumiałam połowy tego co czytałam. Połowa dokumentów została sporządzona w języku niemieckim. Mimo iż mieszkałam W Niemczech parę ładnych lat, nie potrafiłam odczytać o co chodziło. Intuicja mi podpowiadała, że trafiłam na coś, czego nie powinnam znaleźć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam takie ukłucie żołądka. Od tej chwili wiedziałam, że moje życie nie będzie już takie samo.

‘O mój boże! Mam starszego brata!’

<><><> 

‘Wszystko w porządku?’ usłyszałam cichy szept Niall’a na twarzy, którego malował się niepokój ‘jeśli nie chcesz ich poznać, to nie ma sprawy. Zamiast tego możemy iść do kina tak jak zaplanowałaś.’

‘Co? Nie. Wybacz. Zamyśliłam się trochę’ westchnęłam patrząc w jego niebieskie oczy, które mnie uspokoiły ‘przypomniałam sobie jak dowiedziałam się o tobie’ wytłumaczyłam mu a na moich ustach wpełzł grymas. Bardzo zależało mu na tym by poznać jego przyjaciół.

‘Ładniej ci jak się uśmiechasz’ cmoknął mrużąc oczy i czekając aż to zrobię. Nie mogłam się powstrzymać i widząc jego minę, zaśmiałam się, przechylając na bok głowę ‘znacznie lepiej.’

‘Obym tego nie żałowała.’

‘Nie ma mowy. Pokochają cię tak jak ja’ odparł obejmując mnie ramieniem, dodając mi tym samym siły. Nie byłam za dobra w kontaktach międzyludzkich. Chloe była moją jedyną przyjaciółką a poznałyśmy się przypadkowo w podstawówce gdy Głupek Jimmy pocałował ją a potem mnie na swoich urodzinach. Przyjęcie skończyło się w momencie gdy razem rzuciłyśmy w niego niebieskim tortem. Miałyśmy niemałe kłopoty, ale było warto. Od tego momentu byłyśmy nierozłączne.

Mój starszy brat, otworzył drzwi ogromnej garderoby, w której, na olbrzymiej kanapie, siedziała trójka chłopców. Co ja gadam. Mężczyzn. Każdy był ubrany inaczej, każdy z nich wyglądał inaczej, ale wszyscy byli tak samo przystojni. Nie wiedziałam na którego patrzeć. Moją uwagę przyciągnął jednak brunet, który pierwszy podniósł się z kanapy i podszedł do mnie z szczerym uśmiechem.

‘A więc to o ciebie cała ta afera’ uśmiechnął się do mnie jeszcze szerzej, odsłaniając rząd białych zębów ‘Liam’ dodał i podał mi rękę na przywitanie.

‘Charlotte, to znaczy Charlie’ poprawiłam się. Charlotte było zarezerwowane dla moich rodziców gdy wyjątkowo nabroiłam. Zrobiło mi się cieplej, to tylko kwestia kiedy moje policzki będą czerwone. Nigdy nie potrafiłam nad tym zaplanować ‘miło was poznać.’

‘Rodzina Nialla jest naszą rodziną’ mówił inny, nieco wyższy od mnie zielonooki brunet ‘jestem Louis’. Kilkudniowy zarost na jego twarzy postarzał go sugerując mi, że może być najmłodszy z całego towarzystwa a zapuszczał zarost tylko by dorównać kolegom. Moja wiedza o zespole, w którym śpiewał Niall sprowadzała się do tego, że wiedziałam ile osób w nim jest. No i to, że jakiś Zayn niedawno go opuścił.


‘Charlie’ powtórzyłam swoje imię. Atmosfera robiła się coraz swobodniejsza a ja z sekundy na sekundę stresowałam się coraz mniej. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że, jak później się przedstawił, Harry, niezainteresowany tym co się dzieje, mając w nosie spojrzenia wszystkich ludzi przebywających w tym samym pokoju co on, siedział dalej wygodnie na kanapie. 

Charlotte (2)

‘Denerwujesz się?’ usłyszałam drżący głos mojej przyjaciółki przez telefon. Z jej tonu potrafiłam wywnioskować, że żałuje, że nie poleciała ze mną do Irlandii. Ale przecież to nie jej wina.

‘Bywało lepiej’ wzięłam głęboki łyk powietrza i poprawiłam się na krześle mając wrażenie, że za chwilę z niego spadnę.

‘Będzie dobrze. Musi być. Szkoda, że rodzice nie polecieli z tobą.’

‘Nie wiedzą nawet, że tu jestem.’ szepnęłam rozglądając się. Zegar wybił godzinę 14. Niall już dawno powinien wejść do niewielkiej kawiarni tuż naprzeciwko głównego miejskiego parku. Idąc do tego miejsca, minęłam piękną starą bibliotekę, do której miałam ochot zajrzeć. Mullingar było wyjątkowo ślicznym i spokojnym miasteczkiem.

Jeżeli był choć trochę podobny do mnie, powinnam się uspokoić wiedząc, że prawdopodobnie się spóźni. Ja prawie zawsze spóźniałam się na spotkania ze znajomymi.

‘Jak to, nie powiedziałaś im? Myślisz, że dobrze zrobiłaś?’

‘Nie wiem.’ Wzruszyłam ramionami ‘sądzę, że chwilowo dla Niall’a fakt iż ma młodszą siostrę musi być wyjątkowo ciężki. Wolę stopniować mu wrażenia. Najpierw z nim porozmawiam, trochę go poznam…’

‘I dopiero wtedy zaproponujesz mu spotkanie w wielkim gronie.’

‘Dokładnie tak.’

‘Widzę, że jak zwykle masz wszystko skrupulatnie zaplanowane.’

‘O mój boże. To chyba on!’ westchnęłam widząc blondyna w jeansowej kurtce, który przystanął przy witrynie kawiarni i odgarnął włosy z czoła, zanim wszedł do środka. Miałam jeszcze chwile na to by pożegnać się z przyjaciółką.

‘Trzymam kciuki. Zadzwoń potem do mnie. Będzie dobrze, nie stresuj się i nie palnij czasem czegoś głupiego.’ Rozłączyła się a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Chloe znała mnie na wylot.

Wrzuciłam telefon do swojej torebki i podnosząc szklankę z wodą do ust, obserwowałam jak Niall wchodzi do kawiarni i spogląda na mnie. W środku nie było tłumów więc nie miał problemów z tym by mnie znaleźć. Z resztą byłam blondynką. Przekazałam mu by szukał blondynki. Dopiero gdy podszedł do mojego stolika poczułam jak świat wiruje a moje serce podchodzi do gardła.

‘Charlotte?’ usłyszałam niepewny głos, który należał do całkiem przystojnego chłopaka. Jego śliczna buzia nie wskazywała, że jest tylko o rok starszy i ma 24 lata. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że to on jest ten młodszy ‘Jestem Niall’.

‘Niall’ westchnęłam zapowietrzając się. Z wrażenia wstałam gwałtownie z krzesła, trącając przy tym niewielki stoliczek nogą i wylewając zawartość swojej szklanki na wszystko co miałam w zasięgu ‘psia krew’ westchnęłam chwytając szybko po serwetki. Muzyk nie czekał na zaproszenie i rzucił się by pomóc mi w hamowaniu powodzi, którą wywołałam. Spojrzałam na niego i wymieniliśmy nieśmiałe spojrzenia.

‘Więc naprawdę mam siostrę’ odparł przypatrując się mi. Te słowa nie brzmiały jak obelga. Był w tej samej sytuacji co ja. Byłam przekonana, że do teraz sądził, że cała ta akcja z detektywem to jakiś głupi żart, który zrobił mu ktoś, kto go wyjątkowo nie lubił ‘wybacz…dopiero teraz to do mnie dotarło’ poprawił się a ja miałam chwilę czasu by mu się przyjrzeć. Tak. Zdecydowanie byliśmy rodzeństwem. Niebieskie, duże oczy to coś co i ja i on dostaliśmy od naszej mamy. Miał zdecydowanie nos taty.
A uśmiech? Ciężko było mi w tej chwili cokolwiek w tym temacie powiedzieć.

‘Nie mogę uwierzyć, że przyszedłeś.’ mówiłam wrzucając mokre chusteczki do pustego kubka.

‘Chyba nie sądziłaś, że zostawię to od tak sobie?’

‘Nie wiem, może przez chwilę pomyślałam o czymś podobnym.’ odparłam obserwując jak siada naprzeciwko mnie.

Tego się bałam. Bałam się tej niezręcznej ciszy, która mogła się za chwilę między nami narodzić. Chciałam go zapytać o tyle rzeczy. O to kto go wychowywał, czym się zajmuje, czy wolał koty czy psy. Czy miał dziewczynę. Czy miał jakieś jeszcze rodzeństwo… wszystko to krążyło w mojej głowie, ale bało się wyjść na zewnątrz. Chciałam siedzieć przez kolejne godziny i tylko na niego patrzeć.


‘W jaki sposób się o mnie dowiedziałaś?’ zapytał krzyżując na torsie ręce. I tym właśnie pytaniem ocalił nasze popołudnie. 

Charlotte (1)

> 1 <
Wybiegłam z domu zabierając ze sobą tylko kurtkę. Trzasnęłam drzwiami i bliska płaczu krzyknęłam najgłośniej jak tylko się dało. Poczułam wolność, którą pamiętałam przez ostatnie tygodnie tylko ze snów. Moja cierpliwość skończyła się w momencie gdy rodzice po raz kolejny mnie okłamali. Prosto w twarz. Nawet bez mrugnięcia brewką. Zimne powietrze wypełniło moje płuca. Przymknęłam oczy i czerpałam przyjemność z płatków śniegu, które opadając delikatnie na moją twarz, łagodziły ból porażki, którą poniosłam w kwestii spokojnej rozmowy z nimi.

‘Jaki jest sens ciągnąć to dalej skoro wiem jaka jest prawda?’ powiedziałam myśląc o tym jak bardzo irracjonalne było ich zachowanie ‘doskonale wiecie, że krzywdzicie nie tylko siebie, ale i mnie!’

‘Zadufani w sobie kretyni. Manipulatorzy! Co oni sobie myślą? Mam na czole napisane, że jestem aż taką idiotką?’ rzucałam oblegi w trakcie mojej krótkiej przechadzki do furtki. Szukałam po kieszeniach kluczy i portfela jednak nie zabrałam ani tego ani tego. Cieszyłam się jednak z faktu, że chociaż pamiętałam o telefonie. Wyciągnęłam go z kieszeni szarych jeansów i wybrałam szybko numer, który zapisałam poprzedniej nocy. Nie spodziewałam się, że dojdzie do tego iż zdecyduję się wynająć prywatnego detektywa. Skoro rodzice nie chcieli się do niczego przyznać…musiałam dowiedzieć się prawdy sama.

‘Mam starszego brata’ westchnęłam na głos, próbując raz po raz tych kompletnie nowych słów. Złapałam się na tym, że wypowiedziałam je po raz pierwszy na głos. Ta myśl wędrowała mi w głowie od kilku dni, jednak to była tylko myśl. Słowa wypowiedziane przeze mnie, dotarły do mnie obijając mi oba policzki. Czułam coś czego nie czułam jeszcze nigdy w swoim przeszło 20-letnim życiu.

Przystanęłam przy płocie i obserwując spokojną okolicę, oparłam swoje dłonie o uda. Przez chwilę miałam problem z tym by złapać oddech. Cała ta chora sytuacja stresowała mnie do tego stopnia, że przestałam jeść. Zazwyczaj zżeram stres, będąc później zmuszona do zrzucenia paru dodatkowych kilogramów. Tym razem nie byłam wstanie jeść i spać. Podobnie czułam się tylko wtedy kiedy zakochałam się w Jaredzie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że cała ta afera pozwoliła mi o nim nie myśleć. Nie śniłam koszmarów, nie bolało mnie serce. Nie śledziłam jak psychicznie chora jego poczynań w Londynie, do którego wyprowadził się dwa miesiące temu. Mimo przeprowadzki i zniknięcia z mojego życia, nadal go kochałam. On jednak nigdy nie odwzajemniał moich uczuć. To nigdy się nie zmieni…

Podjęłam jeszcze jedną, ostatnią próbę uspokojenia rozkołatanych nerwów. Prędzej czy później i tak poprosiłabym obcego faceta o pomoc, wydając na jego usługi prawie wszystkie pieniądze, które zaoszczędziłam na wycieczkę do Stanów. Nici z wymarzonych wakacji.

To było dość śmieszne. Miałam starszego brata, który wychowywał się prawie pod moim nosem. Gdy ja mieszkałam z rodzicami w Loxley, niedaleko Sheffield, on wychowywał się w Mullingar w Irlandii. Dodatkowo był gwiazdką jakiegoś durnego boysbandu! To nadawałoby się tylko i wyłącznie na scenariusz jakiegoś głupkowatego amerykańskiego filmu. Boże, mój brat był muzykiem! Rozumiem, gdyby grał coś ambitnego, ale…pop? Jego zespół kojarzyłam tylko z głupkowatego skakania po scenie i ckliwych miłosnych ballad, łapiących za serca zakochane małolaty.

‘Halo? Jest tam ktoś?’ usłyszałam męski głos, który przywołał mnie na ziemię. Musiałam na chwilę odlecieć.


‘Przepraszam…zamyśliłam się.’ pokręciłam szybko głową ‘Znalazłam pana numer na stronie internetowej. Jestem Charlotte,’ przedstawiłam się ‘sądzę, że może mi pan pomóc w pewnej sprawie’ westchnęłam odwracając się w kierunku mojego domu, gdzie w salonie mama właśnie zapaliła lampkę, ocierając łzę z policzka. 

środa, 6 maja 2015

Louis (2)

> 2 <

‘Czy tylko ja się tak stresuję, czy coś wisi w powietrzu?’ głos Liama sprowadził mnie na ziemię. Otrząsnąłem się. Znowu myślałem o Amelii. Chwilę zajęło mi zrozumienie gdzie jesteśmy. No tak, dzisiejszego wieczoru graliśmy koncert w Londynie. Siedzieliśmy w garderobie czekając na zjawienie się Nialla, który miał przyprowadzić swoją siostrę. Potem krótka próba i psychiczne przygotowywanie się do spotkania z fanami.
‘Już się zakochałeś?’ zapytał Harry przeglądając coś w swoim telefonie. Nie był zbyt rozmowny. Byłem przekonany, że mówi coś tylko po to by dać nam znak życia i podtrzymywać rozmowę. W jego rozumowaniu zawsze ktoś musiał coś mówić.

‘Bardzo śmieszne’ parsknął.

‘To akurat było śmieszne’ rzuciłem uśmiechając się i wstając z kanapy by rozprostować nogi. Miałem dosyć siedzenia i rozmyślania. Przyszedł czas na małe rozciąganie.

‘Co ty robisz?’

‘Rozciągam się nie widać? Nie możemy siedzieć tak bezczynnie, mamy dzisiaj koncert.’

‘Tak wiem’ mówił Liam ‘ale chwilowo czekamy na Nialla i jego siostrę. Będziemy mieć przecież jeszcze cały dzień na to by się przygotować. Mamy jeszcze próbę i całe popołudnie.’

‘No okey to siedź na tyłku’ wzruszyłem ramionami nie wiedząc o co mu chodzi ‘przecież nie powiedziałem ci, że masz robić to samo.’

Humor Liama potrafił się zmienić jakieś pięć razy w ciągu godziny. Może był zwyczajnie poddenerwowany faktem poznania młodszej siostry naszego przyjaciela. Nawet jeśli, to nie upoważniało go do tego by być chamskim. Z resztą, miałem to gdzieś. Od czasu odejścia Zayna chyba nikt już nikomu nie ufa tak jak kiedyś. Każdy patrzył na siebie podejrzliwie, zastanawiając się kto odejdzie jako następny.

‘Jak myślicie? Blondynka czy brunetka?’ zapytał Harry wykorzystując fakt, że miejsce na kanapie się zwolniło i rozłożył się na niej, zajmując 2/3 jej powierzchni. Liam warknął gdy ten go kopnął by się przesunął.

‘A co to za różnica?’ Harry zainteresowany faktem pojawienia się Charlotte. Nowość. Do tej pory grymasił za każdym razem gdy ktoś o niej wspomniał.

‘No chyba duża. Zależy, które wolisz’ odpowiedział a jego usta wygięły się w diabelski uśmiech.

‘Harry’ rzucił Liam uderzając go poduszką, którą przed chwilą się bawił ‘nawet o tym nie myśl’ chciałem powiedzieć dokładnie to samo ‘czuję, że muszę mieć na ciebie oko.’


‘To dobry pomysł, przynajmniej będę spokojny, że się w niej nie zakochasz’ puściłem do niego oczko
i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Wracaliśmy do normy. 

Louis (1)

> 1 <

Bycie najlepszym przyjacielem kogoś kogo kocha się całym sercem jest beznadziejne. Mimo że to uczucie wypełnia cię całego, powoduje, że twój szary dzień zamienia się w ten słoneczny, jednocześnie sprawia, że czujesz się jak ostatni frajer widząc jak ta osoba jest szczęśliwsza z kimś innym.

Ckliwe teksty z książek typu ‘zrobię wszystko by cię uszczęśliwić, nawet jeśli będzie to oznaczało usunięcie się w cień i patrzenie jak odchodzisz z innym’ należy wyrzucić do kosza. Potem należy spalić wszystkie książki i wymordować wszystkich ich autorów, którzy niby wiedzą lepiej jak to jest zmagać się ze złamanym sercem. Nie wiedzą nic o rzeczywistości.

Jeszcze trudniej jest dać komuś odejść, jeśli znało się tą osobę od przedszkola, spędzało z nią każdy dzień, było świadkiem jak przewraca się, robi z siebie pośmiewisko na oczach klasy i dorasta. Pamiętam gdy przyszła w niebieskich włosach do szkoły bo siostra wkurzała się na nią i postanowiła zemścić się, farbując jej w nocy włosy. Jaki idiota zrobił by to samo w szkolnej toalecie by nie było jej przykro? Ja.

Dlaczego akurat mi musiała przypaść rola świadka na jej ślubie?

‘Louis, Jason nie ma rodzeństwa i w związku z tym mamy do ciebie ogromną prośbę’ przypomniałem sobie jej słowa i to jak ściskała wtedy moją dłoń z tą jej nadzieją w oczach. Z tym blaskiem, który pojawiał się tylko wtedy gdy miała przy swoim boku Jasona. Na mnie nigdy nie spojrzała w ten sposób w jaki wpatrywała się w swojego przyszłego męża ‘czy zostaniesz jego drużbą?’

Zatkało mnie. Patrzyłem to na niego, to na nią zastanawiając się czy to nie za dużo. Jak mógłbym wytrzymać tyle godzin tortury oddając ją komuś innemu gdy nawet nie podjąłem się walki. Mógłbym teraz wstać, wykopać ich z mojego domu, mówiąc przy okazji jej o swoich uczuciach. A ona by odrzuciła Jasona, uświadamiając sobie, że przez te wszystkie lata kochała tylko mnie.

‘Oczywiście’ odpowiedziałem bez zająknięcia a Amelia rzuciła się na moją szyję dziękując mi. Objąłem ją ramionami i czując jej zapach odleciałem na kilka sekund.

Miłość to abstrakcja. To co czujemy i to kto nam się podoba bazuje wyłącznie na tym jak zostaliśmy wychowani. Wczesne lata naszego życia kształcą w nas już to co nam będzie podobało się w przyszłości. Nie każdy potrafi przystosować się do sytuacji, w której się znajduje i zmienić swój gust od tak. Ja stałem w tym samym miejscu co zawsze. Z boku, robiąc wszystko by Amelia była szczęśliwa.

‘To będzie twój wielki dzień. Zrobię wszystko byś była szczęśliwa’ dodałem patrząc na nią z nadzieją, że jej uśmiech, który pojawił się na jej ustach będzie choć trochę przypominał uśmiech jaki pojawia się
w jej oczach gdy patrzy na Jasona. Nic z tego.


Gdy oni cieszyli się swoim szczęściem ja stałem w deszczu. Moknąc, nie mogąc otworzyć parasola, który trzymałem w dłoni. ‘Ostatni raz cię uszczęśliwiam’ pomyślałem. 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Zayn (2)

> 2 <
‘Jeśli odezwie się raz jeszcze to jak Boga kocham, wyjdę i mnie nie zobaczy’ pomyślałem zamykając oczy, starając się ignorować komentowanie Perrie. Miałem po dziurki w nosie tego, że przeganiała mnie z kąta w kąt w moim własnym mieszkaniu, próbując zaplanować mi minutę po minucie. Nie mogła znieść, że nie pozwalałem się kontrolować. To było moje życie i mogłem z nim zrobić co tylko mi się podobało.

‘Wyjdź na dwór. Chodźmy na kolację. Spotkajmy się z moimi znajomymi w klubie’ naśladowałem cicho piskliwy głos mojej narzeczonej, modląc się jednocześnie by nie usłyszała, że się z niej śmieję. Miałbym wtedy ogromne kłopoty. W tej chwili, jedyne na czym skupiałem wszystkie swoje myśli to moje łóżko.

‘Wcześniej chociaż wytwórnia miała na ciebie wpływ. A teraz jedyne co robisz to śpisz i nie wychodzisz z mieszkania. Albo malujesz jakieś…bazgroły na ścianach’ machała rękoma w górze.

‘To moje mieszkanie Perrie i będę z nim robił co zechcę’ odpowiedziałem jej masując skronie palcami, zastanawiając się kiedy zostawi mnie w spokoju. Całe szczęście, że JESZCZE nie mieszkaliśmy razem ‘wytwórnia nie pomagała mi tylko mnie kontrolowała. Kontrolowała nawet to w jakiś sposób oddychałem. A te bazgroły, jak je nazwałaś, kiedyś ci się podobały’ przypomniałem jej. Jezu święty, jeśli ludzie zmieniają się po zaręczynach, boję się co będzie z nami po ślubie.

Przełknąłem z trudem ślinę. Miałem sucho w gardle. Wstałem więc do kuchni, gdzie wyciągnąłem z lodówki butelkę zimnej wody. Wychodząc z pokoju o mało co nie przewróciłem się przez za długie nogawki moich dresowych spodni. To było cudowne uczucie – móc wypić zimną wodę i nie bać się, że któryś z kontrolujących mnie dupków dowie się jak lodowata była woda.

‘Chcesz trochę?’ zapytałem Perrie.

‘Zwariowałeś? Przecież wiesz, że nie mogę pić czegoś tak zimnego’ westchnęła siadając przy wysepce w kuchni. Zapomniałem, że ona nadal była pod skrzydłami tych egoistycznych dupków.

‘Jak chcesz’ wzruszyłem ramionami.

‘Naprawdę Zayn, nie wiem co się z tobą dzieje. Zmieniłeś się.’

‘A nie wpadłaś może na to, że w końcu jestem sobą? Mam dosyć udawania kogoś kim nie jestem. Powinnaś to zrozumieć już w chwili naszej rozmowy, że coś się zmieni.’

‘Zachowujesz się jak pajac. Wkurzasz mnie swoim nic nie robieniem. Nie możesz siedzieć sam zamknięty w czterech ścianach. Nie rozumiesz…’ namacalne wręcz było to jak łamie się jej głos. Miała moją całą uwagę gdy podszedłem do niej i mocno ją objąłem ‘ja się po prostu boję. Boję się, że znowu wpadniesz w depresję. Że znowu zachorujesz’ dodała i spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczami, które teraz szkliły się. Nie chciałem by płakała. Nie z tego powodu.

‘Per’ westchnąłem, przytulając ją mocniej ‘przecież wiesz, że już wszystko ok ze mną. Jestem zdrowy. Nie widzisz, że przytyłem?’ uśmiechnąłem się uderzając się w brzuch.

‘Robi się z ciebie misiek.’

‘Daleko mi do miśka’ warknąłem a blondynka zaśmiała się. To właśnie chciałem usłyszeć ‘nie wiem jak mam cię przekonać do tego, że to była najlepsza decyzja jaką mogę podjąć. Chcę być zwyczajnym nastolatkiem.’

‘Masz ponad 20 lat. Ten czas już dawno przeminął.’

‘Hmm, więc twierdzisz, że jestem stary?’ podniosłem brew i wydymałem usta. Perrie wybuchła głośno śmiechem i pocałowała mnie.

‘Masz jakieś plany na wieczór?’ słońce szybko przegnało burzowe chmury z naszego nieba.

‘Tak się składa, że mam.’ Kiwnąłem głową. Perrie czekała na wytłumaczenie. Była chyba mile zaskoczona ’rozmawiałem wczoraj z Liamem. Umówiliśmy się z Louisem na piwo. Pogramy w bilard i trochę pogadamy. Dawno się nie widzieliśmy.’

‘A Harry? Odzywał się?’

‘Chyba mu jeszcze nie przeszło’ wzruszyłem ramionami ‘przestałem do niego dzwonić.’

‘Daj mu trochę więcej czasu.’

'Taki mam zamiar' pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się 'a teraz. Idziesz ze mną pod prysznic?' zaproponowałem kierując się do łazienki, zdejmując po drodze koszulkę, którą rzuciłem na panele.

Zayn (1)

> 1 <
Sądziłem, że trudniej będzie mi się odzwyczaić od napiętego grafiku i dni przepełnionych spotkaniami z reporterami czy fanami. Dni przepełnionych audycjami radiowymi, w którym musiałem brać udział czy spotkaniach promujących kolejną płytę, książkę lub inne głupoty. Nie spodziewałem się jednak, że tak bardzo będę tęsknił za tą bandą kretynów i naszymi ciągłymi wygłupami. Tęskniłem też za czasem spędzonym w naszym autokarze, w którym przemierzaliśmy drogi, odhaczając kolejne państwa z dużego plakatu, który powiesił na ścianie pewnego razu Liam. Chciał pokazać w ten sposób jak czas szybko leci.

‘Zanim się obejrzymy, wrócimy do domu’ mówił zadowolony ze swojego pomysłu ‘dzień pierwszy, Amsterdam’ dodał przekreślając nasz pierwszy przystanek.

To był świetny pomysł. Do momentu aż był powodem mojej depresji. Ciągłe zerkanie na kalendarz powodowało, że jeszcze bardziej tęskniłem za mamą, siostrami i Perrie.

Czasami czuję się taki bezsilny. Zwłaszcza, gdy Perrie zastanawia się na głos czy dobrze zrobiłem odchodząc z zespołu. Od tamtego momentu stała się nieznośna. Przez nią denerwowałem się jeszcze bardziej z powodu mojej decyzji.

Ale tak musiało być. Nie wytrzymałbym ani sekundy dłużej pod skrzydłami wytwórni, która próbowała kontrolować nawet bąki, które puszczałem.

‘Zayn’ przypomniałem sobie słowa mamy, która dowiedziała się jako pierwsza o tym co chciałem zrobić ‘gdybyś czuł się szczęśliwy, taka myśl nawet nie przyszłaby ci do głowy.’

Pamiętam jej ciepłą dłoń, którą głaskała mnie po włosach, gdy leżałem przy niej na sofie w jej domku. Robiła to dokładnie w taki sam sposób jak wtedy gdy miałem kilka lat i nie mogłem zasnąć. Przychodziłem wówczas do niej, gdy oglądała coś w telewizji, kładłem swoją głowę na kolanach a ona wiedziała co ma robić. Zasypiałem w ciągu kilku minut.

‘Zastanów się jednak trzy razy zanim coś zdecydujesz. Jesteście jak rodzina. Pasujecie do siebie jak puzzle.’

Miała rację. Tęskniłem za Liamem, Louisem, za Niallem. Ale najbardziej tęskniłem za Harrym. Był dla mnie kimś więcej niż brat. Wystarczyło jedne spojrzenie a oboje wiedzieliśmy w jakim jesteśmy nastroju. Od momentu mojego odejścia przestał się do mnie odzywać. To bolało najbardziej, zwłaszcza, że nie widziałem dlaczego. Perrie uważała, że musiał to przetrawić, że to było dla niego za dużo.

Przytyłem trochę. Perrie nic mi nie mówiła, ale sam to dostrzegłem po spodniach. Nagle wszystkie jeansy zrobiły się za ciasne. Pasował mi ten stan rzeczy. To było lepsze niż wygląd anorektycznego nastolatka.

Tak. Moja decyzja miała zdecydowanie największy plus. Byłem zdrowy.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Harry (2)

> 2 <
Gdy Louis zadzwonił do mnie bym wpadł do Londynu na imprezę, nie mogłam odpowiedzieć nie. Alkohol, głośna muzyka i dziewczyny. Tego było mi trzeba by się wyluzować i złapać oddech przed kolejną trasą i nowym albumem. Całe szczęście, że udało mi się dostać bilet na samolot. Mama zawiozła mnie na lotnisko do Manchesteru i chwile potem siedziałem w dość niewygodnym fotelu klasy biznesowej. No cóż. Mogliby chociaż zainwestować w coś lepszego.

Lepsze to niż jazda samochodem z Holmes Chapel przez cztery godziny. Może i nawet sześć gdyby ulice były wyjątkowo zakorkowane. A tak? A tak mogłem się rozsiąść i już zacząć pić.

‘Podać panu coś jeszcze?’ usłyszałem głos wysokiej blondynki, która szczerzyła się do mnie. Jej długie, odsłonięte nogi aż prosiły się o to by na nie spojrzeć.

‘Poproszę o dolewkę’ cmoknąłem uśmiechając się do starszej ode mnie kobiety. W kwestii wieku, nie zależało mi czy kobiet jest starsza czy młodsza. Mogła mieć nawet 40 lat o ile była zadbana.

‘Tak jest’ kiwnęła głową i kolejny raz przesłała mi ten swój uśmieszek.

‘Szkoda, że lot trwa tylko godzinę’ westchnął obserwując jak podchodzi do kogoś innego.

<><><> 

Bar był po brzegi wypełniony ludźmi. Całe szczęście, że Liam wcześniej zarezerwował nam miejscówkę. Ciężko byłoby się przecisnąć przez tłum, który czekał na dworze, licząc na to, że bawiący się ludzie rozejdą się do innych klubów. Nic z tego. W piątki ten bar opróżniał się dopiero nad ranem.

‘Z czego się śmiejesz?’ usłyszałem głos przyjaciela, który podszedł do barierek, przy których stałem. To było idealne miejsce do tego by obserwować bawiące się osoby. Niektórzy grali w bilard, inni w lotki. Inni przyszli tu tylko po to by się upić a inni zaliczyć panienki, które kręciły się bez celu. Grającą szafę, do której co jakiś czas ktoś wrzucał drobniaki, dało się słyszeć nawet na pierwszym piętrze.

‘Z tych kretynów na dworze’ uśmiechnąłem się kończąc piwo ‘chyba liczą na cud. Gdzie jest Niall?’

‘Z siostrą’ przypomniał mi.

‘A tak, zapomniałem, że jego rodzinka się powiększyła. Ciekawe jaka jest.’

‘Harry…’ Liam głęboko westchnął, przewracając oczami ‘wiem o czym myślisz. Skończ.’

‘No co?’ uśmiechnąłem się ‘martwię się tylko o naszego przyjaciela. Nie mów, że ty się nie martwisz.’

‘Nie wydaje mi się, że mam czym. Niall pisał mi, że jest niesamowita. Zresztą niedługo sam się przekonasz. Coś czuję, że i my ją poznamy’ dodał ‘o jest i Zayn!’ odparł machając do niego z góry. Brunet odmachał mu i ignorując moje spojrzenie, skierował się w stronę schodów.

‘Zayn?’ zapytałem odwracając się szybko. Spotkanie go tutaj było ostatnią rzeczą jakiej się dzisiaj spodziewałem. Zanim Liam zdążył odejść, złapałem go za łokieć ‘po co do niego zadzwoniłeś? Dobrze się bawisz? Mam ochotę ci przywalić.’

‘Harry uspokój się.’ Rzucił Louis, który podszedł do nas, widząc co się dzieje.

‘Uspokój się? Walcie się. Chcecie to z nim siedźcie, ja się stąd zbieram’ machnąłem wkurzony ręką
i chwyciwszy po swoją kurtkę ze skóry, zostawiłem przyjaciół samych sobie. Minąłem Zayna, ignorując jego przywitanie i szybko zbiegłem ze schodów.

‘Jedno miejsce wolne’ zawołałem do ochroniarza stojącego obok drzwi i skierowałem się na ulicę. Zabawię się na własny koszt.



Harry (1)

> 1 <
‘To gdzieś tu musi być’ warczałem pod nosem na samego siebie. byłem wściekły za to, że mój mózg nie pracował tak jak chciałem. Skoro Niall dowiedział się o tym, że ma siostrę, dlaczego ja nie mógłbym być w podobnej sytuacji? Przecież moi rodzice rozwiedli się gdy byłem małym smarkaczem a moje wspomnienia z dzieciństwa zaczynają się od pierwszego dnia w przedszkolu. To co wydarzyło się wcześniej jest dla mnie jedną wielką niewiadomą. Czarną dziurą.

Zdezorientowany przysiadłem przy ścianie, rozglądając się po pokoju, po którym walała się prawie cała zawartość wszystkich szaf, które w nim stały. ‘Mama mnie zabije’, pomyślałem chowają głowę w dłoniach.

‘Mama cię zabije’ usłyszałem w tej samej chwili głos mojej młodszej siostry, która z dumnym wyrazem twarzy stała w drzwiach. Uwielbiała gdy miałem kłopoty a przez swój ostry język pakowałem się w nie niejednokrotnie ‘ooo mama serio cię zabije’ dodała śmiejąc się i kręcąc głową.

‘I z czego się szczerzysz?’ parsknąłem. Jeśli sądziła, że się boję była w błędzie. Nie bałam się nikogo ‘nie masz ciekawszego do roboty?’

‘Może i mam, ale wolę poczekać na kazanie, którym zaszczyci cię nasza droga matka’ powachlowała swoimi długimi rzęsami, opierając się o framugę ‘ciekawe czy dostaniesz szlaban, czy tylko zbeszta cię od góry do dołu’ zastanawiała się na głos.

‘Szlaban?’ parsknąłem ‘nie bądź śmieszna. Chyba zapominasz ile mam lat. Szlaban to możesz dostać ty. Wracaj lepiej do siebie chyba, że chcesz rano obudzić się w krótszych włosach’ puściłem do niej oczko a Gemma zrobiła duże oczy. jej policzki zaróżowiały. Parsknęła i wyszła z pokoju. Po chwili w domu rozległ się trzask drzwi jej pokoju.

‘Szlaban. Dobre sobie’ śmiałem się w duchu. Mina zrzedła mi w momencie, gdy ujrzałem nad sobą mamę, której miny mógłby pozazdrościć jej sam diabeł. Miałem ogromne kłopoty.

<><><>

‘Dlaczego Harry nie dostał szlabanu, mamo?’ usłyszałem głos małego Mike’a, gdy przebudziłem się z popołudniowej drzemki. Jak zwykle zasnąłem się na kanapie. Postanowiłem nie ruszać się i nasłuchiwać o czym rozmawiają.

Nasza rodzicielka chowając talerze do szafy milczała. ‘No dalej mamo. Dlaczego nie dostałem szlabanu?’ pomyślałem.

‘Bo nasz brat jest psychicznie chory Mike’ usłyszałem przesłodzony głos mojej młodszej siostry ‘a takich ludzi traktuje się troszeczkę inaczej. Mają taryfę ulgową’ co za wariatka.

‘Psychicznie chory? Mamo czy Harry umiera?’ mały wpadł w panikę a Gemma zaczęła się śmiać.

‘Gemma!’ zawołała zganiając ją.

‘No co? Mówię tylko jak jest. Myślisz, że jestem ślepa i nie widzę, że mój brat przechodzi załamanie nerwowe? Przecież wiadomo o co chodzi.’

‘Gemma, mówiłam ci już byś skończyła snuć te swoje teorie spiskowe. Twój brat jest zwyczajnie przemęczony.’

‘Przemęczony. Ta jasne’ parsknęła na głos.

‘Gemma. Ostatni raz cię ostrzegam. Zespół i to co się w nim dzieje, jest tylko i wyłącznie sprawą twojego brata.’

‘Mamo, ale czy ty tego nie widzisz, że ten zespół go wyniszcza?’

‘I mówisz to dlatego, że się o niego troszczysz, czy raczej chcesz zobaczyć swojego brata w kaftanie bezpieczeństwa.’

‘Nie odpowiem na to pytanie’ oczami wyobraźniami widziałem jak dumnie podnosi brodę ‘Harry zmienił się od momentu odejścia Zayna.’

‘Powiedziałam ci już, że to tylko ich sprawa.’

‘Może powinnam do niego zadzwonić i zaprosić na kolację? Sądzę, że dla swojego chłopaka byłby wstanie przyjechać tu nawet z Londynu.’

‘Gemma!’

Zayn-srajn. Do czego on był mi do cholery potrzebny? Chciał odejść to odszedł, przecież nie był jakoś wybitnie uzdolniony. Wszyscy robią z niego świętego. To nie on scalał zespół. Bez niego radzimy sobie równie świetnie. Ba, powiedziałbym nawet, że lepiej. I tak był tragicznym muzykiem. Nie mówiąc już o tym jakim był przyjacielem  Bo jaki przyjaciel zostawiłby mnie samego zmagającego się z tą bandą kretynów, która została? Przyjaciel? To słowo w moim słowniku nie istniało.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Niall (2)

> 2 <
Ciężko było mi patrzeć na łzy osoby, która wychowywała mnie przez całe życie. Nie ważne czy była moją biologiczną czy przybraną mamą. Kochałem ją. Moja mama była dla mnie wszystkim. Była dla mnie ważniejsza od taty. Ale musiałem z nimi porozmawiać o tym co we mnie siedziało. Chciałem usłyszeć o tym wszystkim od nich
.
Historia mojego spotkania wydawała się niezwykle poruszająca. Mama zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia w czasie krótkie epizodu w domu dziecka. Jako wolontariuszka, pomagała w przygotowaniu akcji świątecznej dla dzieci. Zobaczyła mnie i już wtedy wiedziała, że zostanę jej synem. Komplikacje, jakich nabawiła się w czasie porodu mojego starszego brata, uniemożliwiły jej posiadanie kolejnych dzieci. Dlatego razem z tatą postanowili kogoś adoptować. Wypadło na mnie.

‘Nie wiem jak się tam zjawiłeś’ wzdychała ocierając łzy z policzka. Mój tata siedział obok niej, trzymając swoją dłoń na jej ramieniu. Zawsze był małomówny, dlatego nie dziwiło mnie to, że to właśnie mama mówiła najwięcej ‘dla nas to nie było najważniejsze. Wiem tylko tyle, że razem z twoim bratem jesteście najlepszą rzeczą jaka nas spotkała w życiu.’

Nie wiem jak długo siedzieliśmy przy kuchennym stole. Wiem tylko, że wypiłem tyle litrów herbaty, że zacząłem czuć do niej wstręt. Ile ciastek trzeba było zjeść, by w końcu pozwoliła mi złapać się za dłoń, by w końcu zobaczyć uśmiech na jej twarzy.

‘Nie wiem czy muszę to mówić, ale nic się nie zmieni’ zapewniłem ich ‘to wy jesteście moimi prawdziwymi rodzicami. Ta dziewczyna… Jej rodzina są dla mnie obcy. Jeśli nie chcecie to nawet się z nią nie spotkam.’ Powiedziałem im o tym, że Charlotte kontaktowała się ze mną za pomocą prywatnego detektywa. Wiedziałem, że jutro przylatuje do mojego miasteczka. Będzie czekała tak długo aż będzie potrzeba - chciała spotkać się za wszelką cenę. Ja również, jednak nie chciałem wystawiać ponownie moich bliskich na stres.

‘Sądzę, że powinieneś się z nią zobaczyć’ usłyszałem głos taty ‘to może pomóc ci wszystko posegregować. Będziesz wiedział więcej o swoim pochodzeniu.’

Kiwnąłem głowę wpatrując się w jego duże zielone, ale stare już oczy. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że właśnie w tym momencie otrzymałem od niego najlepszą radę, jaką syn mógł otrzymać od ojca.

<><><> 

‘Nie sądziłam, że znajdę cię tak szybko’ na jej malinowych ustach pojawił się delikatny uśmiech. Charlotte była śliczną dziewczyną. Miała długie blond włosy i duże niebieskie oczy, otoczone wachlarzem czarnych, długich rzęs. Nie była pospolitą pięknością z okładek gazet, jednak miała w sobie coś specyficznego co przyciągnęło nawet i moją uwagę ‘gdy znalazłam twój akt urodzenia tamtego dnia…myślałam, że świat mi się zawali’ spojrzała na mnie tylko na sekundę po czym zwróciła wzrok na swoje palce, którymi szarpała papierowe chusteczki. Wyglądała na zestresowaną.

‘Wywróciłaś mój świat do góry nogami’ uśmiechnąłem się delikatnie a ona zaśmiała się. Podobała mi się atmosfera, która między nami panowała, mimo iż znaliśmy się od pięciu minut.

‘Moi rodzice popełnili masę błędów w swoim życiu. Sama przez wiele lat byłam ich świadkiem. Niektóre były większe, niektóre mniejsze. Niektóre wybaczalne. Jednak ukrycie prawdy o tym, że mam starszego brata, jest niewybaczalne. Ciężko wrócić mi do domu i rozmawiać z nimi o czymkolwiek.’

‘Chyba nie chcesz mnie za nich przepraszać…bo jeśli tak to przestań bo za chwilę wyjdę’ przybliżyłem się do stolika i sięgnąłem do dłoni dziewczyny ‘to nie twoja wina. Nikt cię za nic nie wini. Nie możesz patrzeć na to w swoich kategoriach. Niczemu nie zawiniłaś. Najwidoczniej tak musiało być’ głaskałem jej chłodną skórę ‘wychowałem się w domu, o którym, wiem, że inni mogliby pomarzyć. Jestem szczęśliwy, nawet jeśli zostałem adoptowany. To nie zmienia niczego. Fakt, że jedno przepraszam niczego nie załatwi, ale zdecydowanie nie od ciebie powinienem to usłyszeć.’

Charlie patrzyła na mnie pociągając po raz kolejny nosem. Miałem ochotę ją przytulić. Potrzebowała tego. Ja również. Ciężko było mi jeszcze przełknąć fakt, że powinienem wychowywać się u jej boku, że ktoś mnie od tak oddał, przy pierwszych problemach jakie się pojawiły. Te myśli jednak nie mogły wymazać tego jak bardzo kochałem swoją rodzinę. I to się nigdy nie zmieni.

Dziwne było uczucie, którym darzyłem Charlie od pierwsze momentu gdy ją tylko zobaczyłem. Tak jakby gdzieś w środku mnie, miałem zakodowane, że wiem, że to moja siostra, że znamy się od lat i wiemy o sobie wszystko. To dlatego tak łatwo przychodziło mi szukanie tematów do rozmów. Nie miałam przed nią żadnych barier.

Nie wiem jak długo trwaliśmy w uścisku, ale gdy się żegnaliśmy przed kawiarnią, była godzina 20. Charlie pożegnała mnie tym swoim pięknym szczerym uśmiechem, który miałem zobaczyć jeszcze wiele razy. Zrobiliśmy to co robią wszyscy młodzi ludzie na świecie. Wymieniliśmy się numerami telefonów, loginami do przeróżnych portali społecznościowych i obiecywaliśmy sobie, że nieważne co się stanie, będziemy w stałym kontakcie.


Pokochałem ją od pierwszego wejrzenia. Charlotte była moją siostrą.  

Niall (1)

> 1 <
Siedziałem w ukrycie, tuż za półką z łóżkami, w których spaliśmy, gdy ruszaliśmy w trasę. Było ciasno, jednak miesiące w podróży przyzwyczaiły mnie do tej małej przestrzeni, jaka mi przypadała, na tyle, że gdy wracałem do siebie, nie mogłem wyspać się w swoim dwuosobowym łóżku. Obok mnie, po drugiej stronie autokaru, stał nabuzowany Harry. Nie spuszczał wzroku z włamywacza. Chciał być pewny, że nie zmienił swojego położenia i dalej grzebie w moim plecaku. Był niesamowicie podniecony. Wprost nie mógł się doczekać by rzucić się na obiekt swojej obserwacji.

‘Nie chcę nic mówić, ale mamy gapowicza’ przypomniałem sobie treść smsa, który wysłała do każdego z nas. Jego szósty zmysł czasami mnie przerażał. Nic mu nie umykało, był niczym pieprzony Sherlock.

Stojąc z kijem bejsbolowym wprost nie mogłem powstrzymać się od śmiania. Z perspektywy osoby postronnej, nasza sytuacja musiała wyglądać dość zabawnie. Czwórka facetów nie mająca pojęcia jak się za to zabrać... Modliłem się by nie wybuchnąć śmiechem i tym samym zdradzić naszego położenia. Kiwnąłem delikatnie głową w jego kierunku. Byłem gotowy.

Louise i Liam pozostali w swoich lożach czekając na znak. W powietrzu dało wyczuć się nutę podniecenia, przeplatającego się z uczuciem strachu. 

‘Teraz!' rzucił brunet i całą czwórką wyskoczyliśmy na mężczyznę, który wydał z siebie okrzyk zaskoczenia. 
Pierwszy doleciał do niego Harry, który pochwycił go i docisnął do ściany prawą ręką.

‘Opanuj się bo jeszcze zemdleje!’ rzucił Liam, który najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji ze strony przyjaciela. 

‘Co my tu mamy?’ zapytał a na jego ustach pojawił się ten sam cwaniacki uśmieszek co zawsze. Sięgnął po aparat fotograficzny, przyczepiony do smyczy, która dyndała na jego szyi i podał go Louisowi. ‘Gadaj, kto cię nasłał!’, podniósł ton, kontynuując swoje przesłuchanie. ‘Czego chcesz?’.

‘Ej, ej, ej!' próbowałem go uspokoić ‘Spokojnie, jedno pytanie naraz. Nasz kolega jest chyba lekko zdezorientowany.’

‘Możesz mnie puścić? To cholernie boli’ miotał się przy ścianie, pod uciskiem Harrego, który zrezygnowany poluzował ramię.

‘Najpierw odpowiedz. Dlaczego nas śledzisz?’

‘Nie śledzę was’ rzucił mimochodem.

‘Ciekawe. To jak wytłumaczysz, że na wszystkich zdjęciach jesteśmy my albo… Niall’ Liam westchnął spoglądając to na Harrego to na włamywacza ‘Serio Niall, na zdjęciach w sumie jesteś wyłącznie ty. Jak jesz w knajpie, jak biegasz w parku. Jak gadasz z jakąś dziewczyną…’ Liam wymieniał dalej.

‘O to Kate’ zaśmiał się Louis odbierając na chwilę przyjacielowi sprzęt ‘próbował się z nią umówić kilka dni…’

‘Czy wy możecie się zamknąć?’ warknął Harry 'wszystko psujecie!’

‘Boże jaka z was dzieciarnia!’ odezwał się fotoreporter.

‘Zamknij się!’ krzyknęliśmy w tym samym momencie.

‘Daj mi ten aparat’ westchnąłem i rolką zacząłem przełączać zdjęcia. Faktycznie. Liam miał rację ‘Ja, ja, ja. Ja, ja i… ja’ wymieniałem przeglądając fotki. Psychofan? Wymieniłem spojrzenie z Harrym, który patrzył na mnie jak na kretyna.

‘Więc? Powiesz po dobroci?’ zapytał Louis. 

‘No dobra’ warknął ‘śledzę go’ kiwnął w kierunku Harrego.

‘Mnie?’

‘Nie Ciebie kretynie’ westchnął Liam kręcąc głową.

‘Tego blondyna’ naprostował. Jego ostatnie słowa zjeżyły włoski na moich rękach. Niby dlaczego miałby mnie śledzić? Koleś był prywatnym detektywem?

‘Kto Cię wynajął?’ pytałem odciągając od niego Harrego. Patrzyłem mu prosto w oczy, licząc sekundy do uzyskania odpowiedzi. Milczenie dupka stojącego przede mną doprowadzało mnie powoli do furii.

Twoja siostra’.

‘Przecież ja nie mam siostry’.

Masz młodszą siostrę. To ona mnie wynajęła. Kazała mi cię odszukać i dowiedzieć się o tobie jak najwięcej’

‘Niall’ usłyszałem głos Louisa ‘od kiedy masz siostrę?’. 

Prolog

Biała suknia kaskadami opadała na bordowy dywan, który rozpościerał się na ciemnobrązowych panelach. Blondynka przeglądała się ostatni raz w lustrze, wygładzając dłonią dół swojej sukienki. Wyglądała dokładnie tak jak wyobrażała ją sobie, będąc małą dziewczyną. Ciężko było jej pojąć, że młoda kobieta, którą widzi przed sobą to jej odbicie. Jej mama stała przy jej boku, poprawiając długi welon, wpięty w jej włosy. Spojrzała na odbicie swojej córki.

-Wszystko w porządku? – uśmiechnęła się do niej troskliwie a Charlotte odwzajemniła uśmiech. Zmartwienie jakie malowało się na twarzy panny młodej było doskonale znane starszej kobiecie. Po raz pierwszy odczuła to co odczuwała jej matka lata temu wydając ją za mąż. W chwili gdy Charlie miała coś zyskać, ona miała utracić najważniejszą osobę w swoim życiu. Blondynka odwróciła swoją twarz w kierunku swojej mamy.

-Czuję się tak jakbym miała się za chwilę rozchorować – kiwała szybko głową – nie wiem czy dobrze robię. Czuje motylki, ale… - plątał jej się język.

-Spokojnie. Weź głęboki oddech – poleciła jej i pogłaskała jej zaróżowiony policzek. Gdy blondynka wciągnęła głęboki łyk powietrza, starsza kobieta poprosiła ją by zrobiła jeszcze raz to samo. Przymknęła oczy i cieszyła się tą chwilą jak tylko mogła. Za kilka minut jej córka będzie należała już do kogoś innego.

-Mogę? – usłyszały męski głos, który jak okazało się, należał do ojca Charlotte, który wyłonił się zza drzwi. W dłoni trzymał bukiet jej ulubionych kwiatów, przewiązanych białą wstążką – zapomniałaś o czymś – pomachał nimi delikatnie w górze i zamknął za sobą drzwi. Gdy wszedł do środka, musiał na chwilę przystanąć. Jego córka, jego mała córka, którą jeszcze niedawno uczył jeździć na rowerze, stała przed nim olśniewając swoim blaskiem.

-Coś się stało? – zapytała widząc zmieszanie na twarzy taty. Jego oczy zaszkliły się a ona nie mogła się powstrzymać i uroniła łzę.

-Hej, hej, hej! – zawołał i rzucił się w jej stronę, wyciągając z kieszeni chusteczkę – nie pozwól by godzina u wizażystki została zmarnowana – Charlotte zaśmiała się i gdy wytarła oczy, oddała mu chusteczkę.

-Zostawię was samych – rzuciła kobieta, która pożegnała córkę uściskiem – wyglądasz cudownie. Do zobaczenia za chwilę.

-Dziękuję mamo – westchnęła obserwując jak starsza kobieta wychodzi z pokoju.

-Wow. To właśnie ten moment.

-Moment? Jaki moment?

-Kiedy ojciec uświadamia sobie ile przegapił. Kiedy dociera do niego, że jego córka nie jest tym małym brzdącem, który biegał ze zdartymi kolanami – złapał ją za dłonie – wyrosłaś na piękną i dojrzałą kobietę.

-Tato proszę cię, bo będę musiała cię poprosić o zwrot chusteczki – rzuciła i oboje się zaśmiali. Wyrwała mu swoje dłonie i poprawiła błękitny krawat.

-Jestem z Ciebie taki dumny.

-Kocham Cię – odparła i rzuciła mu się na szyję.

-Ja Ciebie również. Ale wystarczy już tego dobrego – pocałował ją w czoło – nie pozwólmy by ten szczęściarz czekał na Ciebie ani sekundy dłużej. Czekał wystarczająco długo.

Mężczyzna podał córce bukiet różowych piwonii i użyczył jej swoje ramię. Zanim wyszli na korytarz, wymienili raz jeszcze spojrzenia. To był nowy początek dla każdego z nich. Charlotte była gotowa na kolejny etap swojego życia.

-Gotowa? – zapytał i gdy blondynka pokiwała głową ruszyli w głąb korytarza, z którego dobiegała melodia wygrywana na organach kościelnych. 

My heroes