niedziela, 26 kwietnia 2015

Zayn (2)

> 2 <
‘Jeśli odezwie się raz jeszcze to jak Boga kocham, wyjdę i mnie nie zobaczy’ pomyślałem zamykając oczy, starając się ignorować komentowanie Perrie. Miałem po dziurki w nosie tego, że przeganiała mnie z kąta w kąt w moim własnym mieszkaniu, próbując zaplanować mi minutę po minucie. Nie mogła znieść, że nie pozwalałem się kontrolować. To było moje życie i mogłem z nim zrobić co tylko mi się podobało.

‘Wyjdź na dwór. Chodźmy na kolację. Spotkajmy się z moimi znajomymi w klubie’ naśladowałem cicho piskliwy głos mojej narzeczonej, modląc się jednocześnie by nie usłyszała, że się z niej śmieję. Miałbym wtedy ogromne kłopoty. W tej chwili, jedyne na czym skupiałem wszystkie swoje myśli to moje łóżko.

‘Wcześniej chociaż wytwórnia miała na ciebie wpływ. A teraz jedyne co robisz to śpisz i nie wychodzisz z mieszkania. Albo malujesz jakieś…bazgroły na ścianach’ machała rękoma w górze.

‘To moje mieszkanie Perrie i będę z nim robił co zechcę’ odpowiedziałem jej masując skronie palcami, zastanawiając się kiedy zostawi mnie w spokoju. Całe szczęście, że JESZCZE nie mieszkaliśmy razem ‘wytwórnia nie pomagała mi tylko mnie kontrolowała. Kontrolowała nawet to w jakiś sposób oddychałem. A te bazgroły, jak je nazwałaś, kiedyś ci się podobały’ przypomniałem jej. Jezu święty, jeśli ludzie zmieniają się po zaręczynach, boję się co będzie z nami po ślubie.

Przełknąłem z trudem ślinę. Miałem sucho w gardle. Wstałem więc do kuchni, gdzie wyciągnąłem z lodówki butelkę zimnej wody. Wychodząc z pokoju o mało co nie przewróciłem się przez za długie nogawki moich dresowych spodni. To było cudowne uczucie – móc wypić zimną wodę i nie bać się, że któryś z kontrolujących mnie dupków dowie się jak lodowata była woda.

‘Chcesz trochę?’ zapytałem Perrie.

‘Zwariowałeś? Przecież wiesz, że nie mogę pić czegoś tak zimnego’ westchnęła siadając przy wysepce w kuchni. Zapomniałem, że ona nadal była pod skrzydłami tych egoistycznych dupków.

‘Jak chcesz’ wzruszyłem ramionami.

‘Naprawdę Zayn, nie wiem co się z tobą dzieje. Zmieniłeś się.’

‘A nie wpadłaś może na to, że w końcu jestem sobą? Mam dosyć udawania kogoś kim nie jestem. Powinnaś to zrozumieć już w chwili naszej rozmowy, że coś się zmieni.’

‘Zachowujesz się jak pajac. Wkurzasz mnie swoim nic nie robieniem. Nie możesz siedzieć sam zamknięty w czterech ścianach. Nie rozumiesz…’ namacalne wręcz było to jak łamie się jej głos. Miała moją całą uwagę gdy podszedłem do niej i mocno ją objąłem ‘ja się po prostu boję. Boję się, że znowu wpadniesz w depresję. Że znowu zachorujesz’ dodała i spojrzała na mnie tymi swoimi dużymi oczami, które teraz szkliły się. Nie chciałem by płakała. Nie z tego powodu.

‘Per’ westchnąłem, przytulając ją mocniej ‘przecież wiesz, że już wszystko ok ze mną. Jestem zdrowy. Nie widzisz, że przytyłem?’ uśmiechnąłem się uderzając się w brzuch.

‘Robi się z ciebie misiek.’

‘Daleko mi do miśka’ warknąłem a blondynka zaśmiała się. To właśnie chciałem usłyszeć ‘nie wiem jak mam cię przekonać do tego, że to była najlepsza decyzja jaką mogę podjąć. Chcę być zwyczajnym nastolatkiem.’

‘Masz ponad 20 lat. Ten czas już dawno przeminął.’

‘Hmm, więc twierdzisz, że jestem stary?’ podniosłem brew i wydymałem usta. Perrie wybuchła głośno śmiechem i pocałowała mnie.

‘Masz jakieś plany na wieczór?’ słońce szybko przegnało burzowe chmury z naszego nieba.

‘Tak się składa, że mam.’ Kiwnąłem głową. Perrie czekała na wytłumaczenie. Była chyba mile zaskoczona ’rozmawiałem wczoraj z Liamem. Umówiliśmy się z Louisem na piwo. Pogramy w bilard i trochę pogadamy. Dawno się nie widzieliśmy.’

‘A Harry? Odzywał się?’

‘Chyba mu jeszcze nie przeszło’ wzruszyłem ramionami ‘przestałem do niego dzwonić.’

‘Daj mu trochę więcej czasu.’

'Taki mam zamiar' pocałowałem ją w czoło i uśmiechnąłem się 'a teraz. Idziesz ze mną pod prysznic?' zaproponowałem kierując się do łazienki, zdejmując po drodze koszulkę, którą rzuciłem na panele.

Zayn (1)

> 1 <
Sądziłem, że trudniej będzie mi się odzwyczaić od napiętego grafiku i dni przepełnionych spotkaniami z reporterami czy fanami. Dni przepełnionych audycjami radiowymi, w którym musiałem brać udział czy spotkaniach promujących kolejną płytę, książkę lub inne głupoty. Nie spodziewałem się jednak, że tak bardzo będę tęsknił za tą bandą kretynów i naszymi ciągłymi wygłupami. Tęskniłem też za czasem spędzonym w naszym autokarze, w którym przemierzaliśmy drogi, odhaczając kolejne państwa z dużego plakatu, który powiesił na ścianie pewnego razu Liam. Chciał pokazać w ten sposób jak czas szybko leci.

‘Zanim się obejrzymy, wrócimy do domu’ mówił zadowolony ze swojego pomysłu ‘dzień pierwszy, Amsterdam’ dodał przekreślając nasz pierwszy przystanek.

To był świetny pomysł. Do momentu aż był powodem mojej depresji. Ciągłe zerkanie na kalendarz powodowało, że jeszcze bardziej tęskniłem za mamą, siostrami i Perrie.

Czasami czuję się taki bezsilny. Zwłaszcza, gdy Perrie zastanawia się na głos czy dobrze zrobiłem odchodząc z zespołu. Od tamtego momentu stała się nieznośna. Przez nią denerwowałem się jeszcze bardziej z powodu mojej decyzji.

Ale tak musiało być. Nie wytrzymałbym ani sekundy dłużej pod skrzydłami wytwórni, która próbowała kontrolować nawet bąki, które puszczałem.

‘Zayn’ przypomniałem sobie słowa mamy, która dowiedziała się jako pierwsza o tym co chciałem zrobić ‘gdybyś czuł się szczęśliwy, taka myśl nawet nie przyszłaby ci do głowy.’

Pamiętam jej ciepłą dłoń, którą głaskała mnie po włosach, gdy leżałem przy niej na sofie w jej domku. Robiła to dokładnie w taki sam sposób jak wtedy gdy miałem kilka lat i nie mogłem zasnąć. Przychodziłem wówczas do niej, gdy oglądała coś w telewizji, kładłem swoją głowę na kolanach a ona wiedziała co ma robić. Zasypiałem w ciągu kilku minut.

‘Zastanów się jednak trzy razy zanim coś zdecydujesz. Jesteście jak rodzina. Pasujecie do siebie jak puzzle.’

Miała rację. Tęskniłem za Liamem, Louisem, za Niallem. Ale najbardziej tęskniłem za Harrym. Był dla mnie kimś więcej niż brat. Wystarczyło jedne spojrzenie a oboje wiedzieliśmy w jakim jesteśmy nastroju. Od momentu mojego odejścia przestał się do mnie odzywać. To bolało najbardziej, zwłaszcza, że nie widziałem dlaczego. Perrie uważała, że musiał to przetrawić, że to było dla niego za dużo.

Przytyłem trochę. Perrie nic mi nie mówiła, ale sam to dostrzegłem po spodniach. Nagle wszystkie jeansy zrobiły się za ciasne. Pasował mi ten stan rzeczy. To było lepsze niż wygląd anorektycznego nastolatka.

Tak. Moja decyzja miała zdecydowanie największy plus. Byłem zdrowy.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Harry (2)

> 2 <
Gdy Louis zadzwonił do mnie bym wpadł do Londynu na imprezę, nie mogłam odpowiedzieć nie. Alkohol, głośna muzyka i dziewczyny. Tego było mi trzeba by się wyluzować i złapać oddech przed kolejną trasą i nowym albumem. Całe szczęście, że udało mi się dostać bilet na samolot. Mama zawiozła mnie na lotnisko do Manchesteru i chwile potem siedziałem w dość niewygodnym fotelu klasy biznesowej. No cóż. Mogliby chociaż zainwestować w coś lepszego.

Lepsze to niż jazda samochodem z Holmes Chapel przez cztery godziny. Może i nawet sześć gdyby ulice były wyjątkowo zakorkowane. A tak? A tak mogłem się rozsiąść i już zacząć pić.

‘Podać panu coś jeszcze?’ usłyszałem głos wysokiej blondynki, która szczerzyła się do mnie. Jej długie, odsłonięte nogi aż prosiły się o to by na nie spojrzeć.

‘Poproszę o dolewkę’ cmoknąłem uśmiechając się do starszej ode mnie kobiety. W kwestii wieku, nie zależało mi czy kobiet jest starsza czy młodsza. Mogła mieć nawet 40 lat o ile była zadbana.

‘Tak jest’ kiwnęła głową i kolejny raz przesłała mi ten swój uśmieszek.

‘Szkoda, że lot trwa tylko godzinę’ westchnął obserwując jak podchodzi do kogoś innego.

<><><> 

Bar był po brzegi wypełniony ludźmi. Całe szczęście, że Liam wcześniej zarezerwował nam miejscówkę. Ciężko byłoby się przecisnąć przez tłum, który czekał na dworze, licząc na to, że bawiący się ludzie rozejdą się do innych klubów. Nic z tego. W piątki ten bar opróżniał się dopiero nad ranem.

‘Z czego się śmiejesz?’ usłyszałem głos przyjaciela, który podszedł do barierek, przy których stałem. To było idealne miejsce do tego by obserwować bawiące się osoby. Niektórzy grali w bilard, inni w lotki. Inni przyszli tu tylko po to by się upić a inni zaliczyć panienki, które kręciły się bez celu. Grającą szafę, do której co jakiś czas ktoś wrzucał drobniaki, dało się słyszeć nawet na pierwszym piętrze.

‘Z tych kretynów na dworze’ uśmiechnąłem się kończąc piwo ‘chyba liczą na cud. Gdzie jest Niall?’

‘Z siostrą’ przypomniał mi.

‘A tak, zapomniałem, że jego rodzinka się powiększyła. Ciekawe jaka jest.’

‘Harry…’ Liam głęboko westchnął, przewracając oczami ‘wiem o czym myślisz. Skończ.’

‘No co?’ uśmiechnąłem się ‘martwię się tylko o naszego przyjaciela. Nie mów, że ty się nie martwisz.’

‘Nie wydaje mi się, że mam czym. Niall pisał mi, że jest niesamowita. Zresztą niedługo sam się przekonasz. Coś czuję, że i my ją poznamy’ dodał ‘o jest i Zayn!’ odparł machając do niego z góry. Brunet odmachał mu i ignorując moje spojrzenie, skierował się w stronę schodów.

‘Zayn?’ zapytałem odwracając się szybko. Spotkanie go tutaj było ostatnią rzeczą jakiej się dzisiaj spodziewałem. Zanim Liam zdążył odejść, złapałem go za łokieć ‘po co do niego zadzwoniłeś? Dobrze się bawisz? Mam ochotę ci przywalić.’

‘Harry uspokój się.’ Rzucił Louis, który podszedł do nas, widząc co się dzieje.

‘Uspokój się? Walcie się. Chcecie to z nim siedźcie, ja się stąd zbieram’ machnąłem wkurzony ręką
i chwyciwszy po swoją kurtkę ze skóry, zostawiłem przyjaciół samych sobie. Minąłem Zayna, ignorując jego przywitanie i szybko zbiegłem ze schodów.

‘Jedno miejsce wolne’ zawołałem do ochroniarza stojącego obok drzwi i skierowałem się na ulicę. Zabawię się na własny koszt.



Harry (1)

> 1 <
‘To gdzieś tu musi być’ warczałem pod nosem na samego siebie. byłem wściekły za to, że mój mózg nie pracował tak jak chciałem. Skoro Niall dowiedział się o tym, że ma siostrę, dlaczego ja nie mógłbym być w podobnej sytuacji? Przecież moi rodzice rozwiedli się gdy byłem małym smarkaczem a moje wspomnienia z dzieciństwa zaczynają się od pierwszego dnia w przedszkolu. To co wydarzyło się wcześniej jest dla mnie jedną wielką niewiadomą. Czarną dziurą.

Zdezorientowany przysiadłem przy ścianie, rozglądając się po pokoju, po którym walała się prawie cała zawartość wszystkich szaf, które w nim stały. ‘Mama mnie zabije’, pomyślałem chowają głowę w dłoniach.

‘Mama cię zabije’ usłyszałem w tej samej chwili głos mojej młodszej siostry, która z dumnym wyrazem twarzy stała w drzwiach. Uwielbiała gdy miałem kłopoty a przez swój ostry język pakowałem się w nie niejednokrotnie ‘ooo mama serio cię zabije’ dodała śmiejąc się i kręcąc głową.

‘I z czego się szczerzysz?’ parsknąłem. Jeśli sądziła, że się boję była w błędzie. Nie bałam się nikogo ‘nie masz ciekawszego do roboty?’

‘Może i mam, ale wolę poczekać na kazanie, którym zaszczyci cię nasza droga matka’ powachlowała swoimi długimi rzęsami, opierając się o framugę ‘ciekawe czy dostaniesz szlaban, czy tylko zbeszta cię od góry do dołu’ zastanawiała się na głos.

‘Szlaban?’ parsknąłem ‘nie bądź śmieszna. Chyba zapominasz ile mam lat. Szlaban to możesz dostać ty. Wracaj lepiej do siebie chyba, że chcesz rano obudzić się w krótszych włosach’ puściłem do niej oczko a Gemma zrobiła duże oczy. jej policzki zaróżowiały. Parsknęła i wyszła z pokoju. Po chwili w domu rozległ się trzask drzwi jej pokoju.

‘Szlaban. Dobre sobie’ śmiałem się w duchu. Mina zrzedła mi w momencie, gdy ujrzałem nad sobą mamę, której miny mógłby pozazdrościć jej sam diabeł. Miałem ogromne kłopoty.

<><><>

‘Dlaczego Harry nie dostał szlabanu, mamo?’ usłyszałem głos małego Mike’a, gdy przebudziłem się z popołudniowej drzemki. Jak zwykle zasnąłem się na kanapie. Postanowiłem nie ruszać się i nasłuchiwać o czym rozmawiają.

Nasza rodzicielka chowając talerze do szafy milczała. ‘No dalej mamo. Dlaczego nie dostałem szlabanu?’ pomyślałem.

‘Bo nasz brat jest psychicznie chory Mike’ usłyszałem przesłodzony głos mojej młodszej siostry ‘a takich ludzi traktuje się troszeczkę inaczej. Mają taryfę ulgową’ co za wariatka.

‘Psychicznie chory? Mamo czy Harry umiera?’ mały wpadł w panikę a Gemma zaczęła się śmiać.

‘Gemma!’ zawołała zganiając ją.

‘No co? Mówię tylko jak jest. Myślisz, że jestem ślepa i nie widzę, że mój brat przechodzi załamanie nerwowe? Przecież wiadomo o co chodzi.’

‘Gemma, mówiłam ci już byś skończyła snuć te swoje teorie spiskowe. Twój brat jest zwyczajnie przemęczony.’

‘Przemęczony. Ta jasne’ parsknęła na głos.

‘Gemma. Ostatni raz cię ostrzegam. Zespół i to co się w nim dzieje, jest tylko i wyłącznie sprawą twojego brata.’

‘Mamo, ale czy ty tego nie widzisz, że ten zespół go wyniszcza?’

‘I mówisz to dlatego, że się o niego troszczysz, czy raczej chcesz zobaczyć swojego brata w kaftanie bezpieczeństwa.’

‘Nie odpowiem na to pytanie’ oczami wyobraźniami widziałem jak dumnie podnosi brodę ‘Harry zmienił się od momentu odejścia Zayna.’

‘Powiedziałam ci już, że to tylko ich sprawa.’

‘Może powinnam do niego zadzwonić i zaprosić na kolację? Sądzę, że dla swojego chłopaka byłby wstanie przyjechać tu nawet z Londynu.’

‘Gemma!’

Zayn-srajn. Do czego on był mi do cholery potrzebny? Chciał odejść to odszedł, przecież nie był jakoś wybitnie uzdolniony. Wszyscy robią z niego świętego. To nie on scalał zespół. Bez niego radzimy sobie równie świetnie. Ba, powiedziałbym nawet, że lepiej. I tak był tragicznym muzykiem. Nie mówiąc już o tym jakim był przyjacielem  Bo jaki przyjaciel zostawiłby mnie samego zmagającego się z tą bandą kretynów, która została? Przyjaciel? To słowo w moim słowniku nie istniało.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Niall (2)

> 2 <
Ciężko było mi patrzeć na łzy osoby, która wychowywała mnie przez całe życie. Nie ważne czy była moją biologiczną czy przybraną mamą. Kochałem ją. Moja mama była dla mnie wszystkim. Była dla mnie ważniejsza od taty. Ale musiałem z nimi porozmawiać o tym co we mnie siedziało. Chciałem usłyszeć o tym wszystkim od nich
.
Historia mojego spotkania wydawała się niezwykle poruszająca. Mama zakochała się we mnie od pierwszego wejrzenia w czasie krótkie epizodu w domu dziecka. Jako wolontariuszka, pomagała w przygotowaniu akcji świątecznej dla dzieci. Zobaczyła mnie i już wtedy wiedziała, że zostanę jej synem. Komplikacje, jakich nabawiła się w czasie porodu mojego starszego brata, uniemożliwiły jej posiadanie kolejnych dzieci. Dlatego razem z tatą postanowili kogoś adoptować. Wypadło na mnie.

‘Nie wiem jak się tam zjawiłeś’ wzdychała ocierając łzy z policzka. Mój tata siedział obok niej, trzymając swoją dłoń na jej ramieniu. Zawsze był małomówny, dlatego nie dziwiło mnie to, że to właśnie mama mówiła najwięcej ‘dla nas to nie było najważniejsze. Wiem tylko tyle, że razem z twoim bratem jesteście najlepszą rzeczą jaka nas spotkała w życiu.’

Nie wiem jak długo siedzieliśmy przy kuchennym stole. Wiem tylko, że wypiłem tyle litrów herbaty, że zacząłem czuć do niej wstręt. Ile ciastek trzeba było zjeść, by w końcu pozwoliła mi złapać się za dłoń, by w końcu zobaczyć uśmiech na jej twarzy.

‘Nie wiem czy muszę to mówić, ale nic się nie zmieni’ zapewniłem ich ‘to wy jesteście moimi prawdziwymi rodzicami. Ta dziewczyna… Jej rodzina są dla mnie obcy. Jeśli nie chcecie to nawet się z nią nie spotkam.’ Powiedziałem im o tym, że Charlotte kontaktowała się ze mną za pomocą prywatnego detektywa. Wiedziałem, że jutro przylatuje do mojego miasteczka. Będzie czekała tak długo aż będzie potrzeba - chciała spotkać się za wszelką cenę. Ja również, jednak nie chciałem wystawiać ponownie moich bliskich na stres.

‘Sądzę, że powinieneś się z nią zobaczyć’ usłyszałem głos taty ‘to może pomóc ci wszystko posegregować. Będziesz wiedział więcej o swoim pochodzeniu.’

Kiwnąłem głowę wpatrując się w jego duże zielone, ale stare już oczy. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że właśnie w tym momencie otrzymałem od niego najlepszą radę, jaką syn mógł otrzymać od ojca.

<><><> 

‘Nie sądziłam, że znajdę cię tak szybko’ na jej malinowych ustach pojawił się delikatny uśmiech. Charlotte była śliczną dziewczyną. Miała długie blond włosy i duże niebieskie oczy, otoczone wachlarzem czarnych, długich rzęs. Nie była pospolitą pięknością z okładek gazet, jednak miała w sobie coś specyficznego co przyciągnęło nawet i moją uwagę ‘gdy znalazłam twój akt urodzenia tamtego dnia…myślałam, że świat mi się zawali’ spojrzała na mnie tylko na sekundę po czym zwróciła wzrok na swoje palce, którymi szarpała papierowe chusteczki. Wyglądała na zestresowaną.

‘Wywróciłaś mój świat do góry nogami’ uśmiechnąłem się delikatnie a ona zaśmiała się. Podobała mi się atmosfera, która między nami panowała, mimo iż znaliśmy się od pięciu minut.

‘Moi rodzice popełnili masę błędów w swoim życiu. Sama przez wiele lat byłam ich świadkiem. Niektóre były większe, niektóre mniejsze. Niektóre wybaczalne. Jednak ukrycie prawdy o tym, że mam starszego brata, jest niewybaczalne. Ciężko wrócić mi do domu i rozmawiać z nimi o czymkolwiek.’

‘Chyba nie chcesz mnie za nich przepraszać…bo jeśli tak to przestań bo za chwilę wyjdę’ przybliżyłem się do stolika i sięgnąłem do dłoni dziewczyny ‘to nie twoja wina. Nikt cię za nic nie wini. Nie możesz patrzeć na to w swoich kategoriach. Niczemu nie zawiniłaś. Najwidoczniej tak musiało być’ głaskałem jej chłodną skórę ‘wychowałem się w domu, o którym, wiem, że inni mogliby pomarzyć. Jestem szczęśliwy, nawet jeśli zostałem adoptowany. To nie zmienia niczego. Fakt, że jedno przepraszam niczego nie załatwi, ale zdecydowanie nie od ciebie powinienem to usłyszeć.’

Charlie patrzyła na mnie pociągając po raz kolejny nosem. Miałem ochotę ją przytulić. Potrzebowała tego. Ja również. Ciężko było mi jeszcze przełknąć fakt, że powinienem wychowywać się u jej boku, że ktoś mnie od tak oddał, przy pierwszych problemach jakie się pojawiły. Te myśli jednak nie mogły wymazać tego jak bardzo kochałem swoją rodzinę. I to się nigdy nie zmieni.

Dziwne było uczucie, którym darzyłem Charlie od pierwsze momentu gdy ją tylko zobaczyłem. Tak jakby gdzieś w środku mnie, miałem zakodowane, że wiem, że to moja siostra, że znamy się od lat i wiemy o sobie wszystko. To dlatego tak łatwo przychodziło mi szukanie tematów do rozmów. Nie miałam przed nią żadnych barier.

Nie wiem jak długo trwaliśmy w uścisku, ale gdy się żegnaliśmy przed kawiarnią, była godzina 20. Charlie pożegnała mnie tym swoim pięknym szczerym uśmiechem, który miałem zobaczyć jeszcze wiele razy. Zrobiliśmy to co robią wszyscy młodzi ludzie na świecie. Wymieniliśmy się numerami telefonów, loginami do przeróżnych portali społecznościowych i obiecywaliśmy sobie, że nieważne co się stanie, będziemy w stałym kontakcie.


Pokochałem ją od pierwszego wejrzenia. Charlotte była moją siostrą.  

Niall (1)

> 1 <
Siedziałem w ukrycie, tuż za półką z łóżkami, w których spaliśmy, gdy ruszaliśmy w trasę. Było ciasno, jednak miesiące w podróży przyzwyczaiły mnie do tej małej przestrzeni, jaka mi przypadała, na tyle, że gdy wracałem do siebie, nie mogłem wyspać się w swoim dwuosobowym łóżku. Obok mnie, po drugiej stronie autokaru, stał nabuzowany Harry. Nie spuszczał wzroku z włamywacza. Chciał być pewny, że nie zmienił swojego położenia i dalej grzebie w moim plecaku. Był niesamowicie podniecony. Wprost nie mógł się doczekać by rzucić się na obiekt swojej obserwacji.

‘Nie chcę nic mówić, ale mamy gapowicza’ przypomniałem sobie treść smsa, który wysłała do każdego z nas. Jego szósty zmysł czasami mnie przerażał. Nic mu nie umykało, był niczym pieprzony Sherlock.

Stojąc z kijem bejsbolowym wprost nie mogłem powstrzymać się od śmiania. Z perspektywy osoby postronnej, nasza sytuacja musiała wyglądać dość zabawnie. Czwórka facetów nie mająca pojęcia jak się za to zabrać... Modliłem się by nie wybuchnąć śmiechem i tym samym zdradzić naszego położenia. Kiwnąłem delikatnie głową w jego kierunku. Byłem gotowy.

Louise i Liam pozostali w swoich lożach czekając na znak. W powietrzu dało wyczuć się nutę podniecenia, przeplatającego się z uczuciem strachu. 

‘Teraz!' rzucił brunet i całą czwórką wyskoczyliśmy na mężczyznę, który wydał z siebie okrzyk zaskoczenia. 
Pierwszy doleciał do niego Harry, który pochwycił go i docisnął do ściany prawą ręką.

‘Opanuj się bo jeszcze zemdleje!’ rzucił Liam, który najwidoczniej nie spodziewał się takiej reakcji ze strony przyjaciela. 

‘Co my tu mamy?’ zapytał a na jego ustach pojawił się ten sam cwaniacki uśmieszek co zawsze. Sięgnął po aparat fotograficzny, przyczepiony do smyczy, która dyndała na jego szyi i podał go Louisowi. ‘Gadaj, kto cię nasłał!’, podniósł ton, kontynuując swoje przesłuchanie. ‘Czego chcesz?’.

‘Ej, ej, ej!' próbowałem go uspokoić ‘Spokojnie, jedno pytanie naraz. Nasz kolega jest chyba lekko zdezorientowany.’

‘Możesz mnie puścić? To cholernie boli’ miotał się przy ścianie, pod uciskiem Harrego, który zrezygnowany poluzował ramię.

‘Najpierw odpowiedz. Dlaczego nas śledzisz?’

‘Nie śledzę was’ rzucił mimochodem.

‘Ciekawe. To jak wytłumaczysz, że na wszystkich zdjęciach jesteśmy my albo… Niall’ Liam westchnął spoglądając to na Harrego to na włamywacza ‘Serio Niall, na zdjęciach w sumie jesteś wyłącznie ty. Jak jesz w knajpie, jak biegasz w parku. Jak gadasz z jakąś dziewczyną…’ Liam wymieniał dalej.

‘O to Kate’ zaśmiał się Louis odbierając na chwilę przyjacielowi sprzęt ‘próbował się z nią umówić kilka dni…’

‘Czy wy możecie się zamknąć?’ warknął Harry 'wszystko psujecie!’

‘Boże jaka z was dzieciarnia!’ odezwał się fotoreporter.

‘Zamknij się!’ krzyknęliśmy w tym samym momencie.

‘Daj mi ten aparat’ westchnąłem i rolką zacząłem przełączać zdjęcia. Faktycznie. Liam miał rację ‘Ja, ja, ja. Ja, ja i… ja’ wymieniałem przeglądając fotki. Psychofan? Wymieniłem spojrzenie z Harrym, który patrzył na mnie jak na kretyna.

‘Więc? Powiesz po dobroci?’ zapytał Louis. 

‘No dobra’ warknął ‘śledzę go’ kiwnął w kierunku Harrego.

‘Mnie?’

‘Nie Ciebie kretynie’ westchnął Liam kręcąc głową.

‘Tego blondyna’ naprostował. Jego ostatnie słowa zjeżyły włoski na moich rękach. Niby dlaczego miałby mnie śledzić? Koleś był prywatnym detektywem?

‘Kto Cię wynajął?’ pytałem odciągając od niego Harrego. Patrzyłem mu prosto w oczy, licząc sekundy do uzyskania odpowiedzi. Milczenie dupka stojącego przede mną doprowadzało mnie powoli do furii.

Twoja siostra’.

‘Przecież ja nie mam siostry’.

Masz młodszą siostrę. To ona mnie wynajęła. Kazała mi cię odszukać i dowiedzieć się o tobie jak najwięcej’

‘Niall’ usłyszałem głos Louisa ‘od kiedy masz siostrę?’. 

Prolog

Biała suknia kaskadami opadała na bordowy dywan, który rozpościerał się na ciemnobrązowych panelach. Blondynka przeglądała się ostatni raz w lustrze, wygładzając dłonią dół swojej sukienki. Wyglądała dokładnie tak jak wyobrażała ją sobie, będąc małą dziewczyną. Ciężko było jej pojąć, że młoda kobieta, którą widzi przed sobą to jej odbicie. Jej mama stała przy jej boku, poprawiając długi welon, wpięty w jej włosy. Spojrzała na odbicie swojej córki.

-Wszystko w porządku? – uśmiechnęła się do niej troskliwie a Charlotte odwzajemniła uśmiech. Zmartwienie jakie malowało się na twarzy panny młodej było doskonale znane starszej kobiecie. Po raz pierwszy odczuła to co odczuwała jej matka lata temu wydając ją za mąż. W chwili gdy Charlie miała coś zyskać, ona miała utracić najważniejszą osobę w swoim życiu. Blondynka odwróciła swoją twarz w kierunku swojej mamy.

-Czuję się tak jakbym miała się za chwilę rozchorować – kiwała szybko głową – nie wiem czy dobrze robię. Czuje motylki, ale… - plątał jej się język.

-Spokojnie. Weź głęboki oddech – poleciła jej i pogłaskała jej zaróżowiony policzek. Gdy blondynka wciągnęła głęboki łyk powietrza, starsza kobieta poprosiła ją by zrobiła jeszcze raz to samo. Przymknęła oczy i cieszyła się tą chwilą jak tylko mogła. Za kilka minut jej córka będzie należała już do kogoś innego.

-Mogę? – usłyszały męski głos, który jak okazało się, należał do ojca Charlotte, który wyłonił się zza drzwi. W dłoni trzymał bukiet jej ulubionych kwiatów, przewiązanych białą wstążką – zapomniałaś o czymś – pomachał nimi delikatnie w górze i zamknął za sobą drzwi. Gdy wszedł do środka, musiał na chwilę przystanąć. Jego córka, jego mała córka, którą jeszcze niedawno uczył jeździć na rowerze, stała przed nim olśniewając swoim blaskiem.

-Coś się stało? – zapytała widząc zmieszanie na twarzy taty. Jego oczy zaszkliły się a ona nie mogła się powstrzymać i uroniła łzę.

-Hej, hej, hej! – zawołał i rzucił się w jej stronę, wyciągając z kieszeni chusteczkę – nie pozwól by godzina u wizażystki została zmarnowana – Charlotte zaśmiała się i gdy wytarła oczy, oddała mu chusteczkę.

-Zostawię was samych – rzuciła kobieta, która pożegnała córkę uściskiem – wyglądasz cudownie. Do zobaczenia za chwilę.

-Dziękuję mamo – westchnęła obserwując jak starsza kobieta wychodzi z pokoju.

-Wow. To właśnie ten moment.

-Moment? Jaki moment?

-Kiedy ojciec uświadamia sobie ile przegapił. Kiedy dociera do niego, że jego córka nie jest tym małym brzdącem, który biegał ze zdartymi kolanami – złapał ją za dłonie – wyrosłaś na piękną i dojrzałą kobietę.

-Tato proszę cię, bo będę musiała cię poprosić o zwrot chusteczki – rzuciła i oboje się zaśmiali. Wyrwała mu swoje dłonie i poprawiła błękitny krawat.

-Jestem z Ciebie taki dumny.

-Kocham Cię – odparła i rzuciła mu się na szyję.

-Ja Ciebie również. Ale wystarczy już tego dobrego – pocałował ją w czoło – nie pozwólmy by ten szczęściarz czekał na Ciebie ani sekundy dłużej. Czekał wystarczająco długo.

Mężczyzna podał córce bukiet różowych piwonii i użyczył jej swoje ramię. Zanim wyszli na korytarz, wymienili raz jeszcze spojrzenia. To był nowy początek dla każdego z nich. Charlotte była gotowa na kolejny etap swojego życia.

-Gotowa? – zapytał i gdy blondynka pokiwała głową ruszyli w głąb korytarza, z którego dobiegała melodia wygrywana na organach kościelnych. 

My heroes