piątek, 8 maja 2015

Cover up.

perspektywa Charlotte

‘Dave napisał. Mamy zbierać tyłki i wyjść na halę’ rzucił Harry podnosząc się z kanapy. Przeciągnął się i przeczesał palcami swoje kręcone, brązowe włosy, które dawno nie widziały fryzjera. Cud, że kosmyki nie zahaczyły się o pierścionki, które nosił. Nawet moja przyjaciółka nosiła mniej biżuterii. Perłowo biały krzyż wisiał na jego szyi, kończąc się w miejscu, gdzie guziki czarnej koszuli powinny być zapięte. Nie przepadałam za modą traktowania różańca jako dodatek.

Miałam tylko chwile by mu się przyjrzeć, zanim wydukał do mnie, jakby od niechcenia, krótkie ‘cześć’ i wyszedł z pomieszczenia. Był typem tego niegrzecznego chłopca, który był w każdym boybandzie. Tajemniczy chłopak, który swoim przesłodzonym spojrzeniem miał za zadanie rozkochać w sobie wszystkie fanki. Zmieszana, spojrzałam to na Nialla to na Liama, czując się jakbym zrobiła coś niedorzecznego. Jakby to była moja wina, że ten dupek się nawet nie przedstawił. Wiedziałam kim jest, ale istniało coś takiego jak dobre wychowanie.

‘Nie przejmuj się nim’ odparł blondyn widząc grymas na mojej twarzy ‘było lepiej niż się spodziewałem. Przynajmniej nie wybuchłaś płaczem.’

‘Doprowadził kogoś do płaczu?’ zapytałam robiąc duże oczy, wychodząc z garderoby tuż za Louisem.

‘I to nie raz’ odparł Liam, obok którego szłam ‘jest najmłodszy, ale czasami mam wrażenie, że zatrzymał się na etapie przedszkola. Gdy będziesz miał z nim jakiś problem daj mi znać, ustawię go do pionu’ uśmiechnął się do mnie a ja odwzajemniłam się tym samym gestem. Liam wydawał się naprawdę przemiły. Moje pierwsze wrażenie o kimś rzadko się zmieniało. Odwróciłam się tylko na chwilę by upewnić się, że mam obok siebie Nialla.

‘Dokąd teraz idziemy?’ zapytałam swojego brata, któremu zrobiłam miejsce między mną i Liamem. Byłam ciekawa gdzie kończył się ciemny korytarz.

‘Tutaj!’ zawołał gdy weszliśmy na ogromną salę i podskoczył wymachując rękoma dokoła siebie. Wielkość stadionu, na którym mieli zagrać dzisiejszego wieczoru zaskoczyła mnie do tego stopnia, że jedyne na co było mnie stać to przekleństwo.

‘O ja pi…’ rzuciłam i wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać. Spojrzałam na Harrego łapiąc go na tym, że mi się przygląda. Jako jedyny się nie zaśmiał. Zmarszczył czoło i ruszył w kierunku ekipy techników, która kończyła rozkładać na scenie sprzęt. Chyba się nie polubimy.

Przed sceną stały rzędy krzesełek, ogrodzonych metalowymi barierkami, których nie potrafiłam zliczyć. Nie próbowałam nawet. Ruszyłam przed siebie by móc dokładniej rozejrzeć się po terenie. Puste trybuny pomieszczą za kilka godzin tysiące fanek, którzy przyjdą na koncert z rodzicami lub przyjaciółmi. Większość z nich będzie tu pewnie po raz pierwsze, ale wiedziałam, że każda fanka, która się tutaj znajdzie dzisiejszego wieczoru, złapie koncertowego bakcyla. Ja też tak miałam kilka lat temu. Dałabym się pokroić za możliwość zobaczenia swojego ulubionego zespołu w każdym miejscu na świecie.

‘Robi wrażenie’ odparłam do Nialla, który podchodził do mnie z mikrofonem ‘często gracie na tak dużych obiektach?’

‘Aha. Dziwi mnie, że scena jest taka mała. Byłaś kiedykolwiek na naszym koncercie?’ zapytał. Chyba rozmawialiśmy o jego pracy po raz pierwszy. Wiedzieliśmy o sobie od kilku tygodni, jednak do tej pory Niall chyba bał się opowiadać o swoich osiągnięciach. Wspominał o zespole, znałam go z okładek plotkarskich blogów, ale nie mówił za dużo o podróżach. Zresztą, nie ważne było czym się zajmował. Chciałam wiedzieć o nim wszystko.

‘Nie’ pomachałam przeczącą głową i zaśmiałam się ‘ale zdążyłam się zapoznać z tym co gracie’ dodałam szybko.

‘Wiedziałem.’

‘No co? Chyba nie spodziewałeś się, że będę siedziała bezczynnie gdy mój starszy brat gra w sławnym na całym świecie zespole. Ale nie podniecaj się’ uprzedziłam go ‘nie słuchałam wszystkiego. Głównie piosenki, do których macie teledyski.’

‘To i tak coś. Jakaś ulubiona?’

‘Eee…w sumie to zależy od nastroju, ale chyba Midnight Memories?’ powiedziałam po chwili. Nigdy nie lubiłam wybierać jednej jedynej piosenki, gdy podobało mi się prawie wszystko. Nie lubię się ograniczać. Nie lubię jak ktoś lub coś mnie ogranicza ‘powiedziałam coś złego?’

‘Nie. Wręcz przeciwnie. Fanki zazwyczaj mówią Story of my life.’

‘Pamiętaj, że ja nie jestem waszą fanką’ szepnęłam tak jakby to była najpilniej strzeżona na świecie tajemnica.

‘Jeszcze nie.’

‘Ok. Spadaj na scenę’ popchnęłam go przed siebie widząc, że reszta zespołu wchodzi na zamontowany parkiet.

‘Usiądź gdzie chcesz’ wołał biegnąc w stronę kulis ‘możesz iść nawet na trybuny’ odwrócił się na chwilę przez co nie zauważył stolika z napojami, na który oczywiście wpadł. Liam śmiał się najgłośniej. Szczerząc się do niego, wybrałam krzesełko, które stało w trzecim rzędzie by mieć najlepszy widok na całą czwórkę. Pierwszy raz miałam możliwość obserwowania próby zespołu, będąc jednocześnie jedyną osobą z publiki.

‘Zawsze to robi’ powiedział przez mikrofon sprawdzając jednocześnie czy działa ‘dobrze, od czego zaczynamy?’

‘Zaśpiewajmy coś z ostatniej płyty’ usłyszałam głos mojego brata, który już po chwili krążył wokół przyjaciół ‘Charlie nic nie zna więc możemy jej coś zaśpiewać.’

‘Dobry pomysł Niall’ rzucił Liam i spojrzał w moim kierunku. Wyciągnęłam na chwilę telefon z kieszeni chcąc zrobić zdjęcie i wysłać je do Chloe. Miałam ochotę trochę ją podenerwować. Uwielbiała One Direction. Już wyobrażałam sobie jej minę pstrykając fotkę, gdy usłyszałam w głośnikach głos Harrego, który odbijał się echem w mojej głowie.

‘Czy ona będzie na każdej naszej próbie?’ zapytał przysiadając na krawędzi sceny, patrząc niemal z wyrzutem na mojego brata. Brakowało jeszcze tego by wskazał na mnie palcem. Jak na jakąś rzecz. Czułam, że miał mnie za intruza już w momencie gdy weszłam do garderoby, ale nie spodziewałam się, że jest aż taki bezpośredni i bezczelny ‘śpiewajmy cokolwiek a nie bawmy się w zgadywanki co twoja siostra chciałaby usłyszeć….’

‘No to wybierz coś zamiast marudzić jak małe dziecko’ nie mogłam powstrzymać się i odpowiedziałam głośno. Nie on jeden potrafił być pyskaty. Wiem, powinnam ugryźć się w język, nie wypadało mi mówić czegoś takiego, ale nie pozwolę by jakiś zakochany w sobie kretyn traktował mnie w taki sposób. To co powiedziałam przyciągnęło jego wzrok tak jakby czekał na to bym dokończyła. Może spodziewał się, że zamiast bronić się sama, będę czekała aż Niall coś odpowie ‘siedzisz bezczynnie więc może sam coś zaproponuj. To twoja rola by skakać po scenie.’

‘Akurat ty nie masz najmniejszego prawa mówić mi co mam robić’ odparł wolniej, podnosząc się, cały czas patrząc w moim kierunku ‘zaśpiewajmy Clouds’ westchnął i odwrócił się ode mnie. Strasznie się garbił. Przewróciłam oczami, uświadamiając sobie właśnie, że poznając życie Nialla, muszę zgodzić się na cały pakiet, w który niestety wchodził ten dupek. Chwyciłam ponownie za telefon i zanim chłopcy zaczęli śpiewać, wysłałam wiadomość do przyjaciółki.


‘Co za dupek’ westchnęłam pisząc to samo pod kilkoma zdjęciami, które zdążyłam zrobić. Odłożyłam telefon, skupiając się w stu procentach na tym co śpiewali. Słysząc pierwsze nutki melodii piosenki, żałowałam, że znałam tak mało piosenek. 

Charlotte (3)

‘Charlie gdzie jesteś?’ usłyszałam głos mamy z dołu gdy siedziałam na panelach w gabinecie taty szukając swoich pędzelków. Chciałam dokończyć rysunek na konkurs a bez nich, to było niemożliwe ‘podgrzewam zupę’ dodała.

Uwielbiałam siedzieć w pokoju mojego taty. Był przestronny, świetnie urządzony i przede wszystkim cichy. Dlatego gdy miałam problem by skupić się, gdy uczyłam się na egzaminy, zabierałam ze sobą wszystko co tylko mogłam i przesiadywałam w nim godzinami. Działałam tym mu czasami na nerwy, ale wiedziałam, że nigdy nie wkurzał się na serio. Ulubiona czekolada, którą mu wtedy przynosiłam, była lekiem na każdą złość.

‘Mamo mówiłam ci, że nie jestem w tej chwili głodna’ warknęłam przeszukując kolejne szuflady zagraconej komody z ciemnego drewna ‘swoją drogą, tata już dawno powinien tu sprzątnąć’ westchnęłam pod nosem. Zadziwiające było to, że mama z nami wytrzymywała. Talent do robienia bałaganu zdecydowanie odziedziczyłam po nim a ona wręcz czasami miewała ataki pedantki, która przynajmniej raz na miesiąc się w niej budził. Jeśli jeszcze w tym czasie miała ‘te’ dni... Tak. Nie byłam przekonana w jaki sposób wytrzymywali ze sobą. Musieli się kochać ponad życie.

‘Nie obchodzi mnie to. Nie będę podgrzewała jej sto razy. Chodź, zjesz i posprzątam kuchnię a ty wrócisz do swoich zajęć. Za godzinę muszę wyjść’. Jak co tydzień, w czwartek, mama była umówiona na plotki z najlepszą przyjaciółką.

‘Dobrze, zejdę za pięć minut, zjem zupę i posprzątam wszystko. Idź się szykować.’ odparłam. Moja mama i jej talent do wmuszania jedzenia. Będzie dobrą babcią.

Nareszcie znalazłam swoje zguby, które pochwyciłam w dłonie i niemal wycałowałam. Dałam za nie kupę pieniędzy i nie wyobrażałam sobie by od tak się ich pozbyć.

‘To był ostatni raz’ zapewniłam je i już miałam zamknąć szufladę, gdy mój wzrok przykuł plik dokumentów, które znajdowały się w małej przezroczystej teczce. Wyciągnęłam ją z szafki i zanim przyjrzałam się dokładnie temu co miałam w swoich dłoniach, usiadłam na bujanym fotelu taty, podciągając do siebie kolana. Bujając się delikatnie, wczytywałam się w akt urodzenia, który trzymałam w drżących dłoniach.

‘Czy ja byłam chłopcem?!’ wpadłam w panikę robiąc duże oczy. To był chyba jakiś żart. Na dokumencie wpisane było męskie imię. Jednak nazwisko się zgadzało. Szybko wyszukałam daty ‘nie, nie zgadza się’ dodałam. Zgodnie z liczbami, akt musiał być o rok starszy od mojego aktu. Zmarszczyłam czoło. Po co moim rodzicom akt urodzenia jakiegoś tam mojego kuzyna, o istnieniu którego nawet nie miałam pojęcia? W moim rozumowaniu to był zwyczajny śmieć, który należało spalić. Akt urodzenia kuzyna…

Chcąc dowiedzieć się więcej, otworzyłam teczkę a plik dokumentów wysypał się na podłogę. Warcząc pod nosem, zeskoczyłam z fotela i siadając na miękkim, beżowym dywanie zabrałam się za zbieranie ich. Przyglądałam się uważnie każdej kartce, która wpadła w moje dłonie.

Przeplatało się wszystko. Akt urodzenia był niczym w porównaniu do dokumentów adopcyjnych, wniosków o przydział jakiegoś mieszkania socjalnego. Nie mówiąc już o zaświadczeniach o opuszczeniu kraju. Nie rozumiałam połowy tego co czytałam. Połowa dokumentów została sporządzona w języku niemieckim. Mimo iż mieszkałam W Niemczech parę ładnych lat, nie potrafiłam odczytać o co chodziło. Intuicja mi podpowiadała, że trafiłam na coś, czego nie powinnam znaleźć. Nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam takie ukłucie żołądka. Od tej chwili wiedziałam, że moje życie nie będzie już takie samo.

‘O mój boże! Mam starszego brata!’

<><><> 

‘Wszystko w porządku?’ usłyszałam cichy szept Niall’a na twarzy, którego malował się niepokój ‘jeśli nie chcesz ich poznać, to nie ma sprawy. Zamiast tego możemy iść do kina tak jak zaplanowałaś.’

‘Co? Nie. Wybacz. Zamyśliłam się trochę’ westchnęłam patrząc w jego niebieskie oczy, które mnie uspokoiły ‘przypomniałam sobie jak dowiedziałam się o tobie’ wytłumaczyłam mu a na moich ustach wpełzł grymas. Bardzo zależało mu na tym by poznać jego przyjaciół.

‘Ładniej ci jak się uśmiechasz’ cmoknął mrużąc oczy i czekając aż to zrobię. Nie mogłam się powstrzymać i widząc jego minę, zaśmiałam się, przechylając na bok głowę ‘znacznie lepiej.’

‘Obym tego nie żałowała.’

‘Nie ma mowy. Pokochają cię tak jak ja’ odparł obejmując mnie ramieniem, dodając mi tym samym siły. Nie byłam za dobra w kontaktach międzyludzkich. Chloe była moją jedyną przyjaciółką a poznałyśmy się przypadkowo w podstawówce gdy Głupek Jimmy pocałował ją a potem mnie na swoich urodzinach. Przyjęcie skończyło się w momencie gdy razem rzuciłyśmy w niego niebieskim tortem. Miałyśmy niemałe kłopoty, ale było warto. Od tego momentu byłyśmy nierozłączne.

Mój starszy brat, otworzył drzwi ogromnej garderoby, w której, na olbrzymiej kanapie, siedziała trójka chłopców. Co ja gadam. Mężczyzn. Każdy był ubrany inaczej, każdy z nich wyglądał inaczej, ale wszyscy byli tak samo przystojni. Nie wiedziałam na którego patrzeć. Moją uwagę przyciągnął jednak brunet, który pierwszy podniósł się z kanapy i podszedł do mnie z szczerym uśmiechem.

‘A więc to o ciebie cała ta afera’ uśmiechnął się do mnie jeszcze szerzej, odsłaniając rząd białych zębów ‘Liam’ dodał i podał mi rękę na przywitanie.

‘Charlotte, to znaczy Charlie’ poprawiłam się. Charlotte było zarezerwowane dla moich rodziców gdy wyjątkowo nabroiłam. Zrobiło mi się cieplej, to tylko kwestia kiedy moje policzki będą czerwone. Nigdy nie potrafiłam nad tym zaplanować ‘miło was poznać.’

‘Rodzina Nialla jest naszą rodziną’ mówił inny, nieco wyższy od mnie zielonooki brunet ‘jestem Louis’. Kilkudniowy zarost na jego twarzy postarzał go sugerując mi, że może być najmłodszy z całego towarzystwa a zapuszczał zarost tylko by dorównać kolegom. Moja wiedza o zespole, w którym śpiewał Niall sprowadzała się do tego, że wiedziałam ile osób w nim jest. No i to, że jakiś Zayn niedawno go opuścił.


‘Charlie’ powtórzyłam swoje imię. Atmosfera robiła się coraz swobodniejsza a ja z sekundy na sekundę stresowałam się coraz mniej. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że, jak później się przedstawił, Harry, niezainteresowany tym co się dzieje, mając w nosie spojrzenia wszystkich ludzi przebywających w tym samym pokoju co on, siedział dalej wygodnie na kanapie. 

Charlotte (2)

‘Denerwujesz się?’ usłyszałam drżący głos mojej przyjaciółki przez telefon. Z jej tonu potrafiłam wywnioskować, że żałuje, że nie poleciała ze mną do Irlandii. Ale przecież to nie jej wina.

‘Bywało lepiej’ wzięłam głęboki łyk powietrza i poprawiłam się na krześle mając wrażenie, że za chwilę z niego spadnę.

‘Będzie dobrze. Musi być. Szkoda, że rodzice nie polecieli z tobą.’

‘Nie wiedzą nawet, że tu jestem.’ szepnęłam rozglądając się. Zegar wybił godzinę 14. Niall już dawno powinien wejść do niewielkiej kawiarni tuż naprzeciwko głównego miejskiego parku. Idąc do tego miejsca, minęłam piękną starą bibliotekę, do której miałam ochot zajrzeć. Mullingar było wyjątkowo ślicznym i spokojnym miasteczkiem.

Jeżeli był choć trochę podobny do mnie, powinnam się uspokoić wiedząc, że prawdopodobnie się spóźni. Ja prawie zawsze spóźniałam się na spotkania ze znajomymi.

‘Jak to, nie powiedziałaś im? Myślisz, że dobrze zrobiłaś?’

‘Nie wiem.’ Wzruszyłam ramionami ‘sądzę, że chwilowo dla Niall’a fakt iż ma młodszą siostrę musi być wyjątkowo ciężki. Wolę stopniować mu wrażenia. Najpierw z nim porozmawiam, trochę go poznam…’

‘I dopiero wtedy zaproponujesz mu spotkanie w wielkim gronie.’

‘Dokładnie tak.’

‘Widzę, że jak zwykle masz wszystko skrupulatnie zaplanowane.’

‘O mój boże. To chyba on!’ westchnęłam widząc blondyna w jeansowej kurtce, który przystanął przy witrynie kawiarni i odgarnął włosy z czoła, zanim wszedł do środka. Miałam jeszcze chwile na to by pożegnać się z przyjaciółką.

‘Trzymam kciuki. Zadzwoń potem do mnie. Będzie dobrze, nie stresuj się i nie palnij czasem czegoś głupiego.’ Rozłączyła się a ja uśmiechnęłam się pod nosem. Chloe znała mnie na wylot.

Wrzuciłam telefon do swojej torebki i podnosząc szklankę z wodą do ust, obserwowałam jak Niall wchodzi do kawiarni i spogląda na mnie. W środku nie było tłumów więc nie miał problemów z tym by mnie znaleźć. Z resztą byłam blondynką. Przekazałam mu by szukał blondynki. Dopiero gdy podszedł do mojego stolika poczułam jak świat wiruje a moje serce podchodzi do gardła.

‘Charlotte?’ usłyszałam niepewny głos, który należał do całkiem przystojnego chłopaka. Jego śliczna buzia nie wskazywała, że jest tylko o rok starszy i ma 24 lata. Wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że to on jest ten młodszy ‘Jestem Niall’.

‘Niall’ westchnęłam zapowietrzając się. Z wrażenia wstałam gwałtownie z krzesła, trącając przy tym niewielki stoliczek nogą i wylewając zawartość swojej szklanki na wszystko co miałam w zasięgu ‘psia krew’ westchnęłam chwytając szybko po serwetki. Muzyk nie czekał na zaproszenie i rzucił się by pomóc mi w hamowaniu powodzi, którą wywołałam. Spojrzałam na niego i wymieniliśmy nieśmiałe spojrzenia.

‘Więc naprawdę mam siostrę’ odparł przypatrując się mi. Te słowa nie brzmiały jak obelga. Był w tej samej sytuacji co ja. Byłam przekonana, że do teraz sądził, że cała ta akcja z detektywem to jakiś głupi żart, który zrobił mu ktoś, kto go wyjątkowo nie lubił ‘wybacz…dopiero teraz to do mnie dotarło’ poprawił się a ja miałam chwilę czasu by mu się przyjrzeć. Tak. Zdecydowanie byliśmy rodzeństwem. Niebieskie, duże oczy to coś co i ja i on dostaliśmy od naszej mamy. Miał zdecydowanie nos taty.
A uśmiech? Ciężko było mi w tej chwili cokolwiek w tym temacie powiedzieć.

‘Nie mogę uwierzyć, że przyszedłeś.’ mówiłam wrzucając mokre chusteczki do pustego kubka.

‘Chyba nie sądziłaś, że zostawię to od tak sobie?’

‘Nie wiem, może przez chwilę pomyślałam o czymś podobnym.’ odparłam obserwując jak siada naprzeciwko mnie.

Tego się bałam. Bałam się tej niezręcznej ciszy, która mogła się za chwilę między nami narodzić. Chciałam go zapytać o tyle rzeczy. O to kto go wychowywał, czym się zajmuje, czy wolał koty czy psy. Czy miał dziewczynę. Czy miał jakieś jeszcze rodzeństwo… wszystko to krążyło w mojej głowie, ale bało się wyjść na zewnątrz. Chciałam siedzieć przez kolejne godziny i tylko na niego patrzeć.


‘W jaki sposób się o mnie dowiedziałaś?’ zapytał krzyżując na torsie ręce. I tym właśnie pytaniem ocalił nasze popołudnie. 

Charlotte (1)

> 1 <
Wybiegłam z domu zabierając ze sobą tylko kurtkę. Trzasnęłam drzwiami i bliska płaczu krzyknęłam najgłośniej jak tylko się dało. Poczułam wolność, którą pamiętałam przez ostatnie tygodnie tylko ze snów. Moja cierpliwość skończyła się w momencie gdy rodzice po raz kolejny mnie okłamali. Prosto w twarz. Nawet bez mrugnięcia brewką. Zimne powietrze wypełniło moje płuca. Przymknęłam oczy i czerpałam przyjemność z płatków śniegu, które opadając delikatnie na moją twarz, łagodziły ból porażki, którą poniosłam w kwestii spokojnej rozmowy z nimi.

‘Jaki jest sens ciągnąć to dalej skoro wiem jaka jest prawda?’ powiedziałam myśląc o tym jak bardzo irracjonalne było ich zachowanie ‘doskonale wiecie, że krzywdzicie nie tylko siebie, ale i mnie!’

‘Zadufani w sobie kretyni. Manipulatorzy! Co oni sobie myślą? Mam na czole napisane, że jestem aż taką idiotką?’ rzucałam oblegi w trakcie mojej krótkiej przechadzki do furtki. Szukałam po kieszeniach kluczy i portfela jednak nie zabrałam ani tego ani tego. Cieszyłam się jednak z faktu, że chociaż pamiętałam o telefonie. Wyciągnęłam go z kieszeni szarych jeansów i wybrałam szybko numer, który zapisałam poprzedniej nocy. Nie spodziewałam się, że dojdzie do tego iż zdecyduję się wynająć prywatnego detektywa. Skoro rodzice nie chcieli się do niczego przyznać…musiałam dowiedzieć się prawdy sama.

‘Mam starszego brata’ westchnęłam na głos, próbując raz po raz tych kompletnie nowych słów. Złapałam się na tym, że wypowiedziałam je po raz pierwszy na głos. Ta myśl wędrowała mi w głowie od kilku dni, jednak to była tylko myśl. Słowa wypowiedziane przeze mnie, dotarły do mnie obijając mi oba policzki. Czułam coś czego nie czułam jeszcze nigdy w swoim przeszło 20-letnim życiu.

Przystanęłam przy płocie i obserwując spokojną okolicę, oparłam swoje dłonie o uda. Przez chwilę miałam problem z tym by złapać oddech. Cała ta chora sytuacja stresowała mnie do tego stopnia, że przestałam jeść. Zazwyczaj zżeram stres, będąc później zmuszona do zrzucenia paru dodatkowych kilogramów. Tym razem nie byłam wstanie jeść i spać. Podobnie czułam się tylko wtedy kiedy zakochałam się w Jaredzie. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że cała ta afera pozwoliła mi o nim nie myśleć. Nie śniłam koszmarów, nie bolało mnie serce. Nie śledziłam jak psychicznie chora jego poczynań w Londynie, do którego wyprowadził się dwa miesiące temu. Mimo przeprowadzki i zniknięcia z mojego życia, nadal go kochałam. On jednak nigdy nie odwzajemniał moich uczuć. To nigdy się nie zmieni…

Podjęłam jeszcze jedną, ostatnią próbę uspokojenia rozkołatanych nerwów. Prędzej czy później i tak poprosiłabym obcego faceta o pomoc, wydając na jego usługi prawie wszystkie pieniądze, które zaoszczędziłam na wycieczkę do Stanów. Nici z wymarzonych wakacji.

To było dość śmieszne. Miałam starszego brata, który wychowywał się prawie pod moim nosem. Gdy ja mieszkałam z rodzicami w Loxley, niedaleko Sheffield, on wychowywał się w Mullingar w Irlandii. Dodatkowo był gwiazdką jakiegoś durnego boysbandu! To nadawałoby się tylko i wyłącznie na scenariusz jakiegoś głupkowatego amerykańskiego filmu. Boże, mój brat był muzykiem! Rozumiem, gdyby grał coś ambitnego, ale…pop? Jego zespół kojarzyłam tylko z głupkowatego skakania po scenie i ckliwych miłosnych ballad, łapiących za serca zakochane małolaty.

‘Halo? Jest tam ktoś?’ usłyszałam męski głos, który przywołał mnie na ziemię. Musiałam na chwilę odlecieć.


‘Przepraszam…zamyśliłam się.’ pokręciłam szybko głową ‘Znalazłam pana numer na stronie internetowej. Jestem Charlotte,’ przedstawiłam się ‘sądzę, że może mi pan pomóc w pewnej sprawie’ westchnęłam odwracając się w kierunku mojego domu, gdzie w salonie mama właśnie zapaliła lampkę, ocierając łzę z policzka. 

środa, 6 maja 2015

Louis (2)

> 2 <

‘Czy tylko ja się tak stresuję, czy coś wisi w powietrzu?’ głos Liama sprowadził mnie na ziemię. Otrząsnąłem się. Znowu myślałem o Amelii. Chwilę zajęło mi zrozumienie gdzie jesteśmy. No tak, dzisiejszego wieczoru graliśmy koncert w Londynie. Siedzieliśmy w garderobie czekając na zjawienie się Nialla, który miał przyprowadzić swoją siostrę. Potem krótka próba i psychiczne przygotowywanie się do spotkania z fanami.
‘Już się zakochałeś?’ zapytał Harry przeglądając coś w swoim telefonie. Nie był zbyt rozmowny. Byłem przekonany, że mówi coś tylko po to by dać nam znak życia i podtrzymywać rozmowę. W jego rozumowaniu zawsze ktoś musiał coś mówić.

‘Bardzo śmieszne’ parsknął.

‘To akurat było śmieszne’ rzuciłem uśmiechając się i wstając z kanapy by rozprostować nogi. Miałem dosyć siedzenia i rozmyślania. Przyszedł czas na małe rozciąganie.

‘Co ty robisz?’

‘Rozciągam się nie widać? Nie możemy siedzieć tak bezczynnie, mamy dzisiaj koncert.’

‘Tak wiem’ mówił Liam ‘ale chwilowo czekamy na Nialla i jego siostrę. Będziemy mieć przecież jeszcze cały dzień na to by się przygotować. Mamy jeszcze próbę i całe popołudnie.’

‘No okey to siedź na tyłku’ wzruszyłem ramionami nie wiedząc o co mu chodzi ‘przecież nie powiedziałem ci, że masz robić to samo.’

Humor Liama potrafił się zmienić jakieś pięć razy w ciągu godziny. Może był zwyczajnie poddenerwowany faktem poznania młodszej siostry naszego przyjaciela. Nawet jeśli, to nie upoważniało go do tego by być chamskim. Z resztą, miałem to gdzieś. Od czasu odejścia Zayna chyba nikt już nikomu nie ufa tak jak kiedyś. Każdy patrzył na siebie podejrzliwie, zastanawiając się kto odejdzie jako następny.

‘Jak myślicie? Blondynka czy brunetka?’ zapytał Harry wykorzystując fakt, że miejsce na kanapie się zwolniło i rozłożył się na niej, zajmując 2/3 jej powierzchni. Liam warknął gdy ten go kopnął by się przesunął.

‘A co to za różnica?’ Harry zainteresowany faktem pojawienia się Charlotte. Nowość. Do tej pory grymasił za każdym razem gdy ktoś o niej wspomniał.

‘No chyba duża. Zależy, które wolisz’ odpowiedział a jego usta wygięły się w diabelski uśmiech.

‘Harry’ rzucił Liam uderzając go poduszką, którą przed chwilą się bawił ‘nawet o tym nie myśl’ chciałem powiedzieć dokładnie to samo ‘czuję, że muszę mieć na ciebie oko.’


‘To dobry pomysł, przynajmniej będę spokojny, że się w niej nie zakochasz’ puściłem do niego oczko
i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Wracaliśmy do normy. 

Louis (1)

> 1 <

Bycie najlepszym przyjacielem kogoś kogo kocha się całym sercem jest beznadziejne. Mimo że to uczucie wypełnia cię całego, powoduje, że twój szary dzień zamienia się w ten słoneczny, jednocześnie sprawia, że czujesz się jak ostatni frajer widząc jak ta osoba jest szczęśliwsza z kimś innym.

Ckliwe teksty z książek typu ‘zrobię wszystko by cię uszczęśliwić, nawet jeśli będzie to oznaczało usunięcie się w cień i patrzenie jak odchodzisz z innym’ należy wyrzucić do kosza. Potem należy spalić wszystkie książki i wymordować wszystkich ich autorów, którzy niby wiedzą lepiej jak to jest zmagać się ze złamanym sercem. Nie wiedzą nic o rzeczywistości.

Jeszcze trudniej jest dać komuś odejść, jeśli znało się tą osobę od przedszkola, spędzało z nią każdy dzień, było świadkiem jak przewraca się, robi z siebie pośmiewisko na oczach klasy i dorasta. Pamiętam gdy przyszła w niebieskich włosach do szkoły bo siostra wkurzała się na nią i postanowiła zemścić się, farbując jej w nocy włosy. Jaki idiota zrobił by to samo w szkolnej toalecie by nie było jej przykro? Ja.

Dlaczego akurat mi musiała przypaść rola świadka na jej ślubie?

‘Louis, Jason nie ma rodzeństwa i w związku z tym mamy do ciebie ogromną prośbę’ przypomniałem sobie jej słowa i to jak ściskała wtedy moją dłoń z tą jej nadzieją w oczach. Z tym blaskiem, który pojawiał się tylko wtedy gdy miała przy swoim boku Jasona. Na mnie nigdy nie spojrzała w ten sposób w jaki wpatrywała się w swojego przyszłego męża ‘czy zostaniesz jego drużbą?’

Zatkało mnie. Patrzyłem to na niego, to na nią zastanawiając się czy to nie za dużo. Jak mógłbym wytrzymać tyle godzin tortury oddając ją komuś innemu gdy nawet nie podjąłem się walki. Mógłbym teraz wstać, wykopać ich z mojego domu, mówiąc przy okazji jej o swoich uczuciach. A ona by odrzuciła Jasona, uświadamiając sobie, że przez te wszystkie lata kochała tylko mnie.

‘Oczywiście’ odpowiedziałem bez zająknięcia a Amelia rzuciła się na moją szyję dziękując mi. Objąłem ją ramionami i czując jej zapach odleciałem na kilka sekund.

Miłość to abstrakcja. To co czujemy i to kto nam się podoba bazuje wyłącznie na tym jak zostaliśmy wychowani. Wczesne lata naszego życia kształcą w nas już to co nam będzie podobało się w przyszłości. Nie każdy potrafi przystosować się do sytuacji, w której się znajduje i zmienić swój gust od tak. Ja stałem w tym samym miejscu co zawsze. Z boku, robiąc wszystko by Amelia była szczęśliwa.

‘To będzie twój wielki dzień. Zrobię wszystko byś była szczęśliwa’ dodałem patrząc na nią z nadzieją, że jej uśmiech, który pojawił się na jej ustach będzie choć trochę przypominał uśmiech jaki pojawia się
w jej oczach gdy patrzy na Jasona. Nic z tego.


Gdy oni cieszyli się swoim szczęściem ja stałem w deszczu. Moknąc, nie mogąc otworzyć parasola, który trzymałem w dłoni. ‘Ostatni raz cię uszczęśliwiam’ pomyślałem.